Wpisy

Pięćdziesiąt twarzy kota cz.II: Dżemik

/
Talerz! Talerz? Zgrzytnął talerz? Talerzyk? Co tam masz? Pokaż! Zostaw to! To z ust też, nie przełykaj! Nie łykaj! Inspekcja.

Dzień jak co dzień

/
ta połamana muszla którą znalazłam dziś przypomniała mi o moim wewnętrznym rozkładzie

Dekadencki intelekt

/
Człowiek znajdujący się na zdecydowanie wyższym poziomie intelektualnym, z namiętnością stosuje wszelką antykoncepcję, by później hobbistycznie niszczyć swoje zdrowie i środowisko, a jeszcze później, gdy zostaje sam na sam z myślami, wyburzać w posadach swoją psychikę, podkładać dynamit w fundamentach szczęścia.

Grzech

/
- Nie myśl w kategoriach grzechu. – Słyszę szept w środku mojej głowy. Stoję na rozdrożu. Robi się ciemno, a ja muszę wybrać drogę. – Nie myśl w takich kategoriach, że kogoś ranisz, że krzywdzisz któregoś z nich.

Zdjęcie z parasolem

/

Uciekinierka

/
Zacznijmy od tego że pisze opowiadania. Tak. Opowiadanie, robiłam to już wcześniej. Zazwyczaj dawałam sobie jedną noc na opowiadanie, ale to jest wyjątkowe. Na tym mi zależy. Po za tym mam maturę i niektórzy wmawiają mi, że nie mam czasu pisać opowiadań.

Spalone mosty

/
Drzwi samolotu otworzyły się, a miasto przywitało nas chłodnym zapachem deszczu. Trzymałam się z tyłu, ciągnąc za sobą walizkę, w której poupychany miałam cały swój mały majątek. Szłam wolniej, ciągle gubiąc krok i rozglądając się wokół, ponieważ wszystko tutaj było dla mnie nowe.

Sen

/
Schodząc po okrągłych schodach starej kamienicy, muskałam delikatnie palcami obdrapaną, niebieską lamperię. Zupełnie tak, jakby moja dłoń spływała w dół wodospadem. Wiedziałam, że idę tędy prawdopodobnie ostatni raz, moje rzeczy stały już na dole – i całe szczęście – nie lubiłam tego mieszkania, zimnego i bez duszy.

Przepraszam, czy mogę uciec z domu?

/
Wiesz, czasem mówią mi takie okropne rzeczy. O tobie, o nas. Powiedzmy, że tasuje i przekładam dni, jak życie swoje. Powiedzmy, że odkrywam pierwszą kartę: Wisielec – to niewola, w której się znalazłam.

Marcepanowy

/
Słońce zaszło już dawno temu. Niebo ciemniało stopniowo, przytłaczane pierzastymi skrzydłami nocnych lęków, owinięte w bezwietrzny zaduch ciszy przed burzą. Na horyzoncie majaczyły jeszcze bladoróżowe cienie. Nimfy, tańczące boso po rosie.

Kiedyś zabijesz mnie życie

/
Teraz wyjdę, a kiedy wrócę, już nie będę twoja, nigdy więcej. Jeśli wrócę. Okrąg księżyca przesypuje się przez klepsydrę. Jak słodki miesiąc, umiejętnie roztarty w pył. I cudny koniec, co jak każdy, mieni się początkiem.

Herbata

/
Melancholia jest głębsza niż zwykle. Dzień rozciąga się w nieskończoność, zlewając się równocześnie z innymi dniami, tak, że nie jestem pewna, czy trwa jeszcze środa, czy to już piątek. Od tygodnia utrzymuje się mgła, na północy miasta, od strony morza jest tak gęsta, że ciężko jest dostrzec statki, stojące w porcie, choćby było się tuż obok nich.