Kiedyś zabijesz mnie życie

Teraz wyjdę, a kiedy wrócę, już nie będę twoja, nigdy więcej. Jeśli wrócę. Okrąg księżyca przesypuje się przez klepsydrę. Jak słodki miesiąc, umiejętnie roztarty w pył. I cudny koniec, co jak każdy, mieni się początkiem. Soczysty przedsmak truskawek. Dotyk przebiśniegów, którym stworzą mnie od nowa. Boskie cherubiny wleją we mnie świeże słowa. Stare rozpadły się, a wena umarła we mnie i nie umiem już pisać. Artysta pusty, upadły. Dziwka – nazywa siebie nimfą. W pogoni za muzą runęłam, a świat runął wraz ze mną, roztrzaskał kolana. Moje kolana, w chwiejnym powrocie do domu, którego nie mam. Chwiejnym schowaniem się pod ramię, którego nie kocham.

*

Później budzę się obok, przysłaniam oczy ręką, bo błądzą i giną spojrzeniem w promieniach. Tak jakby płonę ciepłem kawy, tam w środku gdzieś, jej przypływ wypłukuje ze mnie życie, wlewa wegetację. I już wiem, że muszę to skończyć. Muszę to skończyć! Zbieram siły, ale rozbijam je o podłogę. Znowu.

Mój kochanek to Życie. Trwam przy nim uparcie, nie potrafiąc inaczej. Czasem otwieram drzwi, a otchłań, która mnie wita przytłacza mój umysł niepewnością. Ciągnie w dół moje wątłe ciało. A wtedy ja, nie wiedząc czemu, chwytam się futryny i nie chcę już nic. Nie wierząc w wieczny żywot.

Nie wierzę w grzechów odpuszczenie.

Nie wierzę w ciała zmartwychwstanie.

Trwam przy nim uparcie. Głupia.

Mój kochanek to Życie. Trwam przy nim uparcie, nie potrafiąc inaczej. Czasem otwieram drzwi, a otchłań, która mnie wita przytłacza mój umysł niepewnością. Ciągnie w dół moje wątłe ciało. A wtedy ja, nie wiedząc czemu, chwytam się futryny i nie chcę już nic. Nie wierząc w wieczny żywot.

Nie wierzę w grzechów odpuszczenie.

Nie wierzę w ciała zmartwychwstanie.

Trwam przy nim uparcie. Głupia.

*

Nie kocham cię, Życie. Nie pokocham cię, Życie. Choćbyś przyniosło mi do łóżka tysiąc śniadań i róż jeszcze więcej, nie pokocham cię! Zawsze kiedy ufam, zbyt mocno trzymając się twej dłoni, ty staczasz się niepostrzeżenie, ciągnąc mnie za sobą na dno. I targasz moje włosy i wciskasz szkło w oczy, solisz rany.

Kiedyś zabijesz mnie, Życie.


Tekst, Foto: Efemeryczna

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments

comments