Black mirror po polsku: Wsi spokojna, wsi wesoła cz.1

Grudzień, rok 2030. Wieś niedaleko Radomia.

Waldek Baryła zatrzymał się przed drzwiami urzędu gminy i obtupał ze śniegu gumofilce w metalową kratkę. Wszedł do środka, zdejmując na progu czapkę – Ja do wójta. – powiedział z uśmiechem do idącej korytarzem sekretarki.

– Pan Baryła, proszę, pan wejdzie, wójt czeka na pana. – odpowiedziała kobieta, otwierając przed nim drzwi.

Mężczyzna wszedł przygarbiony, skręcając w dłoniach czapkę i zapytał – Wójt chciał mnie widzieć?

– Tak panie Baryła, proszę, usiądźcie – wójt wskazał mu krzesło, stojące na przeciwko swojego biurka i położył przed sobą stertę dokumentów. Rozwiązał teczkę leżącą na samej górze i wyjął z niej kilka stron. – Waldemar Jan Baryła, zamieszkały w Suskiej Woli, numer domu trzydzieści pięć, urodzony dwunastego maja tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego trzeciego roku, z wykształcenia rolnik mechanizator, stan cywilny wdowiec, żona Jadwiga Maria, z domu Morciak. Zmarła trzeciego września dwa tysiące dwudziestego czwartego. Zgadza się?

– Tak, małżonka zmarła jesienią, sześć lat temu, na raka trzustki…

– Dzieci… – przerwał mu wójt – troje. Dwóch synów, jedna córka. Najstarszy Błażej, urodzony piątego grudnia, dwa tysiące trzeciego roku, żonaty z Karoliną, z domu Witos, imię ojca Henryk, zamieszkała w Suskiej Woli Dalszej, numer domu pięć.

– Trzecia chałupa za figurką – wtrącił Baryła.

– Młodszy syn Piotr, urodzony dziesiątego listopada dwa tysiące sześć, żonaty z Anną, z domu Karkowska, imię ojca Wojciech, zamieszkała w Radomiu. I najmłodsza, córka Paulina, urodzona trzeciego kwietnia dwa tysiące jedenastego roku stan cywilny: panna… Tak… Powiedzcie mi Baryła, jak ja mam posprzątać ten bałagan którego narobiliście?

– Nie wiem o czym mowa – odpowiedział zmieszany Waldek.

– Doszły mnie słuchy, że dziewuchę za Heńka Grabowicza młodego wydajesz, jak on tam ma?

– Krzysztof.

– Właśnie, więc?

– A co wójtowi do tego za kogo ja moją dziewuchę wydaje? Młodzi się mają ku sobie, zakochani, Krzyś czwarty rok do niej lata, chłopak fajny, bystry, roboty nauczony, sam go też bardzo lubię, więc na co czekać?

– Za starszego Witosówna poszła – dobrze. Młodszy do Radomia za dziewuchą wyjechał, nic nie mówiłem bo wiedziałem, że córkę jeszcze macie. Znacie dyrektywy Unijne, jak każdy we wsi papier podpisałeś. I w twoim zasranym obowiązku leżało, by córkę z tym faktem oswoić, że za przyjezdnego pójdzie.

– Nie ja jestem od szukania jej chłopa, wójt tym bardziej, a już na pewno nie Unia Europejska!

– Baryła, nie wkurwiaj mnie! Po pieniądze unijne to żeś pierwszy łapy wyciągał, a teraz rękę, która cię tyle karmiła kąsasz? Tylko twoja rodzina w całej gminie jest czysto biała, może i nawet w całym powiecie.

– No i co w tym złego, że swój ze swoim siedzi? Po cholerę, tak ludzi na siłę mieszać?

– Jakby się asymilowali, to by nie trzeba takich cyrków robić. A tak tworzyły się getta, podziały, napięcia społeczne. Już zapomniałeś co się działo w dwutysięcznym dwudziestym trzecim roku? Jak Francja, Niemcy i Szwecja stanęły w obliczu wojny domowej, między rdzennymi, a imigrantami. Władze Unijne musiały ten problem jakoś rozwiązać, zanim cała zachodnia Europa stanęła w ogniu. Znasz zasady, Unijne dyrektywy, odnośnie ducha multikulturalizmu i akt o różnorodności w gminach. Wszyscy mogli, to i ty się dostosujesz, a młodego Grabowicza, choćbyś miał psem poszczuć, masz pogonić i dopilnować by za przyjezdnego poszła, bo ja konsekwencji za was na klatę nie zbiorę, trzy kadencje jestem tu wójtem i zamierzam być kolejne trzy, więc choćbym cię miał zniszczyć, to cię zmuszę. Zabiorę ci dopłaty, odbiorę ci kontrakty i ziemię, wiesz, że mam taką władzę, dwa lata nie miną, będziesz gówno jadł, albo robił po ludziach, na stare lata jak parobek, więc się ze mną nie pierdol!

– Chuj mnie obchodzą jakieś unijne akty i wasze koloryzowanie wsi. Zabieraj co chcesz, ja se jakoś poradzę. I tak mam już z górki, pięć, a daj bóg i dziesięć lat przebiduje na rencie, a dalej to mnie zakopią i tyle mojego, a mała całe życie się będzie męczyć z jakimś przybłędą. Więc powiedz swoim unijnym dyrygentom, żeby mnie cmoknęli w moją starą, niereformowalną dupę, a teraz wracam do chałupy skoro mamy to już za sobą.

– Waldziu zaczekaj, chodź, coś ci pokażę… – Wójt sięgnął po leżącą na spodzie teczkę i zaczął wertować jej zawartość – Jest jeszcze jedna możliwość. Adopcja. Przyjmiesz pod dach dzieciaka z zewnątrz, sierotę, dasz mu swoje nazwisko, odchowasz do pełnoletniość, a dalej już w świat pójdzie. Jak roboty nauczysz to jeszcze ci przy gospodarce pomoże. Chłopaki na swoim, mała też pewnie do Grabowiczów ucieknie. Sam będziesz siedział, a tak będzie ci ładniej.

– Ucieknie, albo i nie ucieknie, u Grabowiczów jest ich sześcioro, a u mnie przestrono, więc skąd pomysł, że tam pójdą, jak u mnie chałupa pusta stoi. Gospodarkę i jutro mogę na nich przepisać, jak będą chcieli. Póki siła jest łazić, to im pomogę. Poza tym, ja to słyszałem, jak te wasze sierotki są chętne do roboty.

Kłopot na barki mi nie potrzebny, wezmę darmozjada odchowam, a skąd mam wiedzieć, że nie zmądrzeje i nie będzie mi łap wyciągał potem do gospodarki, że mu się coś ode mnie należy.

– Ale Waldziu, ty to jak zwykle musisz wszystko w czarnych barwach widzieć. Daj mi sekundę… Zobaczmy… Kenia… Nie. Somalia… też nie. O Syria, powinno być jaśniej. Dwunastoletni Abdul. No popatrz nie przydałaby ci się taki łobuz, od razu weselej na gospodarce.

– Nie. Sam sobie Abdula weź pod dach. Ja temat już zakończyłem. – mówiąc to Waldek wstał i skierował się w stronę wyjścia.

– Baryła, rok nie minie, a sam do mnie przyjdziesz i o śniadego gnoja będziesz na kolanach prosił!


Tekst: Deimien

Ilustracja: Clartiste


Zobacz również:

Chcesz być na bieżąco? Koniecznie daj nam lajka na Facebooku!!!

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments

comments