Baśń o królewnie z Dworcowej 5 cz.2 Przetrwanie ga-trunku

– Alarm! Alarm! – Krzyknął Stefan zeskakując z parapetu i począł napierdalać pałeczką w wiszący obok okna trójkąt.
– Gadaj kto idzie? Policja, czy z urzędu kto?
– To nie policjanty, gorzej! Zenka Morgali kobita i jeszcze dwie jakieś.
– Jakie dwie?
– Skąd mam wiedzieć, nie znam, z innego osiedla pewno.

Zenek Morgala zerwał się i podbiegł do okna – Boże mój czemuś mnie opuścił! Fartucha nie zdjęła, w bamboszach samych, musi być podkurwiona, a te dwie z nią to jej siostry. Biada mi. Chłopy, kobity pomóżcie!

– Darmo tu nie leci, gadaj gułaju coś przeskrobał, byle szybko! – zapytał Kanclerz stanowczym tonem.

– Do roboty iść miałem, pewno z zakładu dzwonili gdzie jestem. Chryste panie, ratujcie! Kobita mnie zabije!

– Sprawa jest poważna, ale Zenka kobiecie nie wydamy, wszak nasz chłop. Jak daleko są?

– Garaże minęły, idą dość prędko.

– Dwie, trzy minuty może… Zenek! Pędem do okna na tyłach, jak dam znak tylko to wyskoczysz oknem i schowasz się w sypie na węgiel i niech ci do głowy nie przyjdzie stamtąd wyglądać choćby nie wiem. Jak twoja kobita pójdzie kogoś po ciebie wyślę, a reszta prędko cały alkohol chować za pazuchę albo za pasek u portek i przegrupować się! Zawianych na tył niech nie rzucają się w oczy, a co trzeźwiejszych na przód. I wszystko ma być jak ta lala.
Zenek dobiegł do okna, wgramolił się na parapet i kucnął gotów do skoku. Zdenerwowany skupił wzrok na kanclerzu. Kanclerz stanął przy oknie na frontowej ścianie i obserwował uważnie zbliżające się kobiety. Uniósł dłoń i powiedział – Skoczysz na mój znak.

Zenek naprężył wszystkie mięśnie, a palce wbił w okienną ramę nie spuszczając kanclerza z oka.

– Czekaj…

Całe menelstwo wstrzymało oddech obserwując z uwagą skupionego moczymordę.
– Czekaj…
Zenkowi ta chwila wydawała się wiecznością, pożółkłe od dymu tytoniowego opuszki palców posiniały z braku dopływu krwi i zaczęły boleć.

Przypomniał sobie gdy będąc małym chłopcem siedział tak samo zdenerwowany na dachu stodoły u dziadków z plandeką od Tarpana zarzuconą na plecy jako prowizorycznie wykonany spadochron. Wtedy odwagi mu stało i skoczył, łamiąc sobie obie nogi i ręce. Nikt młodego kurwia nie uprzedził, a sam skąd mógł wiedzieć, że ciężka, gruba plandeka na spadochron się nie nadaje…
– Teraz! – Krzyknął Kanclerz opuszczając rękę, a Zenek zeskoczył na ziemię, z gracją kota dał susa w głąb zsypu i zanurkował w kupie węgla, do którego przywarł jak na odgłos moździerza. Zaraz za nim dwóch pijaków zatrzasnęło okno, w tej samej chwili drzwi od remizy uchyliły się i weszły trzy kobiety, rozglądając się uważnie po stojącym na baczność menelstwie.

– Co wy tu robocie? – Zapytała Zenkowa.

– No jak to co? – odpowiedział z uśmiechem Kanclerz, chorcując się po łepetynie – Zebranie zarządu spółdzielni mamy tu właśnie.

– Czego zebranie? Taka z was spółdzielnia jak ze mnie murarz, przecież widzę, że co morda to inne bloki. Co ty mi tu Morciak pierdolisz? Takie bajki to tej swojej hołocie co jej tu prezydentujesz sprzedawaj, a nie mnie, złazicie się tu chlać, gorzałę już od progu czułam. Tego mojego nieudacznika tu z wami nie było? Widział go kto dziś?

– A widział. Rano jak do roboty szedł.

– Tak szedł, że nie doszedł, więc pomyślałam, że z pijakami tu siedzi. A o tym pijaństwie w remizie to ja do komendanta straży doniese, skończy wam te pijackie schadzki. – Mówiąc to trzasnęła drzwiami i wyszły.

– Pójść po Zenusia? Pewno mu ciągnie od tego węgla. – zapytał obrzympała stojący obok kanclerza.

– Jeszcze nie, czekaj niech pizdy znikną za horyzontem.

Patrzyli w okno gdy oddalały się, oglądając co chwila przez ramię. Szły powoli jak zła mara, albo jak miała to w zwyczaju śmierć, trzy modliszki, szarańcza karmiąca się pogodą pijackiego ducha. Gdy tylko skręciły za garaże Kanclerz wysłał menela, który powrócili z umorusanym na czarno Zenkiem. Mimo, że plan Kanclerza wypalił, chłopina nie wyglądał na uradowanego – Ale, co dalej? – zapytał – Jak ja się kobicie wytłumaczę?

– Jak to jak? Za trzy kwadranse pójdziesz do chałupy, do tego czasu nie waż mi się gęby ani rąk obmywać. Kogo z nami dziś niema? Starego Bednarka! Powiesz, że fuchę robiłeś bo staremu węgiel przywieźli i mu zrzuciłeś z fury, bo stary gramoła już lichy. Masz tu 20 złoty, więcej ci nie trzeba, baby twej gniew to złagodzi, resztę pieniędzy z tej fuchy pomyśli żeś przepił. Tylko nie chlaj nic więcej i czasu pilnuj, ja teraz do starego pierdoły szybko polecę, uprzedzić go by twoją wersję jak coś potwierdził, bo i tak mam się z nim do rozmówienia.

Zenek wrócił do ludu, a Kanclerz skierował swe słowa do reszty – na tym kończę dzisiejsze zebranie, spierdalam, pa, bywajcie zdrowi! Ostatni niech mi świetlice zamknie i butelek mi tu nie nazostawiać.


Tekst, rysunek: Deimien


Zobacz również:


Chcesz być na bieżąco? Koniecznie daj nam lajka na Facebooku!!!

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments

comments