Black mirror po polsku: Wsi spokojna, wsi wesoła cz.3

– No czemu głupia ryczysz? – zapytał Waldek, widząc Pauline szlochającą przy oknie.
– Bo pan Henio powiedział, że dopóki ojciec nie uporządkuje swych zwad z gminą, to żebym się trzymała od jego chłopaka z daleka.
– A to kurwie ucho! Bydlak! To ze mną w świątek gorzałę pije, a w piątek z eurołachudrami mi za plecami kolaboruje! Ja go chuja napase! – mówiąc to, sięgnął do kieszeni po telefon.
– Ojciec zostawi, bo jeszcze ojciec pogorszy! – krzyknęła Paulina – Krzyś mówił, że wójt wysłał pismo do centrali, by Grabowiczom paszy nie sprzedawali pod żadnym pozorem, więc pan Heniek pojechał do gminy awanturę robić, to wójt mu postawił jasno, że albo przypilnuje syna, albo niech już zacznie likwidować chlewy. Ojciec wie, że i Krzyś i pan Henio, to ojca stronę trzymają, ale świnie muszą coś jeść, a jak zdechną to Grabowicz skończony.
– Skurwysyny! Zabrały mi kontrakty i dopłaty, a jak zobaczyły, że im się złamać mnie nie udało, to szczęście mojej córki próbują rujnować. Poczekaj, rozmówię się z Heńkiem.
– Ale ojciec nie może!
– Nie bój, dobrze będzie.

Waldek usiadł na chwilę, by zebrać myśli, po czym wybrał numer do Heńka.

– No cześć Heniu…

– Waldeczku, ja cię bardzo przepraszam. Wiesz, że ja bym za ciebie rękę dał sobie uciąć, ale mnie zmusiły, jestem w dupie…

– Nie ma tematu. Znam sprawę i urazu do ciebie nie żywię. Trzeba teraz pomyśleć, by tą sprawę rozwiązać jakoś, by wilk był syty i owca cała.

– Żeby świnie były syte, masz namyśli? – zażartował Heniek, próbując rozluźnić atmosferę.

– Pytałeś po ludziach, czy ktoś ci po zastodolu, na lewo paszy nie odsprzeda?

– Gdzie Waldeczku, wszyscy się boją, wiesz nikt nie będzie chciał gminie podpaść.

– A jakbyś świnie karmił jak kiedyś, nie paszkami, tylko ziemniaki tłukł, z otrębami owsianymi dawał?

– Jak? Trzy rządki ziemniaków wsadziłem, tyle co by dla nas było, bo kto wiedział, że taka heca wyjdzie. Zbóż też żadnych, bo rzepak miałem zakontraktowany tylko i wieprzowinę. Nie mam co im do koryta dać, zresztą sto sztuk prawie, ile to by trzeba tego jadła dla nich, tych ziemniaków, tego wszystkiego.

– Dobra Heniu, ja to sam jakoś ogarnę, a póki co niech młody od mojej z dala się trzyma, byś i ty gminie nie podpadł. W kontakcie.

Waldek odłożył telefon i podszedł do Pauliny, która przysłuchiwała się z uwagą jego rozmowie.

– I co ojciec zrobi?

– Wezmę pod dach gówniarza, skurwysyny wygrały.

– Zrobi to ojciec dla mnie?

– Zrobię dla ciebie wszystko, myszko. Ale jeszcze w tym tygodniu dajemy księdzu na zapowiedzi i się pobieracie, nie za rok, nie za pół, tylko jeszcze w tym miesiącu. Gospodarkę też przepisuje na ciebie i pomału się dorabiacie, a sam se przeniosę wersalkę do starej kuchenki i będę tam z gnojem siedział i doił z Unii Europejskiej ile tylko się da, jak młodą jałówkę.

– Ale ojciec, jest luty, a tam warunków niema, grzyb, ciasno i zimno.

– I dobrze. Pierwsza kontrola, zobaczą, że mały mieszka w chlewie, że warunki jak w chacie z wielbłądziego gówna, to zobaczysz jakie gmina pieniądze wyłoży, unia wymaga, niech unia płaci, całą gospodarkę za te pieniądze poprawimy. Co myślisz? Każdy tak robi. A tego, Wojtusia co mieszka pod samym lasem znasz? Jak było? Stary kawaler. Też go do adopcji zmusiły. Gnój się tydzień w szkole nie pokazywał, już Kwiatkowska z dzielnicowym w suke wsiadły i jadą sprawdzić co się dzieje. Pukają do drzwi, wchodzą, a tam Wojtuś na kanapie se siedzi, telewizor ogląda, mały obok na podłodze układa puzzle. Kwiatkowska oczywiście z mordą, że mały powinien być w szkole. A Wojtuś krótko, że traktor stary na mrozie nie pali, a w Audicy rozrząd pierdolnął, więc zezłomował i gówniarza na plecach do szkoły nie zamierza nosić. I co? Gmina zaraz kasę wyłożyła. Wojtuś z Niemiec trzyletniego Passata sprowadził. Nawet wójt mu tej fury zazdrości. Idzie jak szatan przez wieś. Paulinko, może i do adopcji mnie zmusiły, ale Unia Europejska cwańsza ode mnie nie będzie.

***

Wójt już miał wychodzić do domu, gdy usłyszał pukanie do drzwi swojego biura – Proszę! – krzyknął, gdy drzwi otworzyły się, a w progu stanął Waldek Baryła.

– No Waldziu, nie trzeba było tak od razu, tylko pół wsi stawiać na nogi i aferę robić? Zaoszczędziło by nam to sporo nerwów.

– Oszczędź sobie już tego pierdolenia, po prostu pokaż mi gnoja, daj kwit do podpisania i miejmy to za sobą. – warknął Waldek, widząc rozpartego w fotelu wójta, upajającego się swoim triumfem.

– Właściwie to Abdul nam już wyszedł, ale nie martw się, coś dla ciebie znajdziemy.

***

– Może, nie mają kogo mi dać i nie przyjadą? – powiedział Waldek, nerwowo spoglądając na zegarek. Kwiatkowska spóźniała się już piętnaście minut.

– Nie bój się ojciec, wójt na ojca cięty, bo się ojciec jako pierwszy postawił i afery na pół wsi narobił. Choćby miał sam jakąś Zuluskę zapłodnić, to bachora dla ojca wynajdzie. I to nie takiego, jakby ojciec, chciał. Pewnie najgorszą zakałę w gminie dla ojca szykuje.

Stali tak jeszcze dziesięć minut, oparci o ciągnik, gdy podjechała Kwiatkowska. Zaparkowała pod gminą i wysiadła z małym chłopcem w wieku przedszkolnym.

– Zobacz ojciec, taki mały, a już czarny, strach pomyśleć co będzie dalej. – zażartowała Paulina, na widok dzieciaka. Waldek stał wściekły i tylko wycedził – Ja pierdole, miał być odchowany, a on nawet sześciu lat niema.

– Dzień dobry panie Baryła, oto pański smyk, prawda że fajny, niestety nie mówi, ani po polsku, ani po angielsku, ale to się dobrze składa, bo pan też angielskiego nie zna, tak że obaj będziecie się uczyli od podstaw. Lekcje będzie pan miał, przypomnę, że obowiązkowe, w każdy wtorek, czwartek i niedziele o godzinie 16:00 w grupie 1 H w budynku remizy. Przypominam o obowiązkowej trzeźwości na lekcjach. A teraz przejdźmy do gminy, podpisać papiery adopcyjne.

Waldek odwrócił się do Pauliny i uśmiechnął – No mała, jedź do Krzysia, bo pewnie, żeście się stęskniły. Ja gnoja pokwituje i jadę z nim do domu.

– Na pewno ojciec nie chce bym z nim została, pomogłabym dokumenty przejrzeć.

– Nie, czytać jeszcze umie.

– Boję się, że ojciec panowanie straci nad sobą i ich tam wszystkich po łbach wystrzela.

– Idź mi już stąd!

Paulina zaśmiała się, cmoknęła ojca w policzek i wsiadła na rower.


Tekst: Deimien

Ilustracja: Clartiste


Zobacz również:

Chcesz być na bieżąco? Koniecznie daj nam lajka na Facebooku!!!

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments

comments