Black mirror po polsku: Wsi spokojna, wsi wesoła cz.2

Waldek zaparkował ciągnik przed sklepem i wszedł do ogródka piwnego na tyłach dwupiętrowego budynku. Przywitał się z pijącymi piwo mężczyznami – Chłopy, dupa wam przymarznie do tej ławki, siedzieć tak na zimnicy.
– No co zrobisz, jak pani Krystynka w sklepie pić nie pozwala? – powiedział jeden z nich, rozcierając zmarznięte dłonie – Bierz piwo i siadaj, opowiadaj co słychać. Ściśniemy się, będzie cieplej.
– Nie, nie będę smrodził ryja, bo przy figurce stoją, a traktorem żem przyjechał!
– Nie bój Waldi, nasze policjanty swojego do kontroli nie zatrzymają.
– Jak będziesz prosto jechał, pod warunkiem. Ostatnio księdza proboszcza przyuważyły, że pobocza łapie i halt! Trzy promile prawie i prawo jazdy zabrały. – powiedział drugi mężczyzna, siedzący na końcu ławki.
– No tak. Ale to co innego. Jak ta łajza prawie rowem na plebanie wracała. Nie było zmiłuj. Teraz plebana gosposia wszędzie wozi, tym seledynowym ćinkłoćjento, chuj tłusty ledwo się mieści. A gramoli się… hehe… żebyście chłopy widzieli…
– Słyszałem, ksiądz mówił, na sumie, że się na niego uwzięły – „…dostałem policzek, nastawię i drugi, jak dobry chrześcijanin, tak jak uczy nauka Chrystusa…” – z ambony dudnił, nie będę ryzykował, tym bardziej – mówiąc to machnął ręką w pożegnalnym geście i wszedł do sklepu.

– Dzień dobry pani Krysiu – powiedział do stojącej tyłem do lady, niskiej, lecz o dużych krągłościach ekspedientki, która z przesadną starannością, przyklejała ceny na pułkach starego regału, tuż pod ułożonym równie starannie towarem.

– Dzień dobry panie Waldemarze, dzień dobry. Co tam u Paulinki? Chwaliła się co? Czy ona się do mnie, na ten staż wybiera, czy nie? Teraz to pewnie zabiegana bo z Krzysiem planuje się małżonić. No, fajny chłopak, ja to im od dawna kibicuje, bo to jest taki chłopaszek do niej. Datę już ustalili?

– Ejjjj ustalili. Plany na razie są. Ale jestem zdania, że im szybciej, tym lepiej. Samemu to nic człowiek zbudować nie może, we dwoje to inaczej. Ale nie naciskam, niech tam sobie pomału wszystko doprowadzą swoim tempem.

– Tak jest, niech sobie robią po swojemu. Młodzi są, myślenie mają inne. Dobrze, co podać?

– Fajki mi te, moje ruskie, da pani, z sześć paczek, albo poproszę karton cały, już nie rozrywać.

Kobieta sięgnęła pod ladę do wiklinowego kosza z robótkami na drutach i spod motków wełny wydobyła karton papierosów.

– Na zdrowie. – powiedziała z uśmiechem – Coś jeszcze?

– Jeszcze bym poprosił połóweczkę Sobieskiego i coś na ząb do tego, najlepiej na tłusto, salceson może być. Po więcej przyleci Paulina, bo z gminy prosto wracam, a lista zakupów została w domu. I wpuścić te łajzy z dworu, bo im na tym zimnie jajca odmarzną.

– Gdzie tam? A jak kontrola jaka, to kto karę będzie płacił? Jak chcą pić, to niech do chałupy do któregoś idą, nie tak za sklepem przesiadywać, a jak nie, to niech im jaja marzną, zresztą stare patafiany to z jajec już i tak nie mają pożytku żadnego – zaśmiała się Krystyna, chowając resztę salcesonu do lady chłodniczej.

– No tak. – przytaknął Waldek, spakował zakupy w starą, poprzecieraną, płócienną torbę, pożegnał się grzecznie i wyszedł.

Już miał wskoczyć do kabiny ciągnika, gdy zauważył znajomy samochód i wysiadającego Piotra Koźlaka, sąsiada mieszkającego dwa domy za nim.

– Piotruś! Masz kilka minut? – zapytał i odszedł z nim na bok – Poradzić się ciebie coś chciałem, bo problem mam, a ty już to przechodziłeś…

– Co Waldeczku? Ubogacanie kulturowe i ciebie w końcu dosięgło? – zarechotał głośno Piotr.

Taaaa… Skąd wiedziałeś?

– Wójt i jego przydupasy z gminy, wypytują po wsi o ciebie i o te twoje swaty, od dobrych dwóch tygodni. Boi się jebany, bo wybory zaraz, a ci eurodeputowani, czy jak te kurwy się zwą, patrzą mu na wyniki.

– Właśnie o to chciałem zapytać, bo ty żeś wziął…

– Nie wziąłem, tylko szantażem mnie zmusiły. Jakbym chciał bachora, to bym sam którejś zrobił. Kredyt na ciągnik, kredyt na kombajn, a ten chuj mi dopłaty i kontrakty upierdolił. Co miałem robić? Ale ty Waldek, to co innego, nie bądź głupi, nie gódź się. Bo jak raz wdepniesz, tak już przejebane. Gówniarzowi nic nie powiesz, bo raz, że nie zrozumie, to dwa, że i tak robi co chce, bo zamachniesz się, czy głos tylko podniesiesz, to zaraz skarży i problemy, kary. Wycofać się z gnoja nie możesz, bo masz albo wychować, albo pensjonat opłacić wychowawczy. Tysiąc dwieście euro miesięcznie, za mały pokoik plus obiady, noszzz kurwa! Kogo we wsi stać by było? Wiem, bo się dowiadywałem. I tylko gnój łazi i dokucza, a ty skaczesz obok niego. Na chuj ci to na starość?

Chłopiec, który przyjechał razem z Piotrem, otworzył drzwi od zaparkowanego na poboczu Golfa, spojrzał na niego i krzyknął coś w niezrozumiałym dla nich języku.

– Weź bo jak cię pierdolnę to smak stracisz! – odwarknął Piotr.

– Piotrek oszalałeś, jak gnój przypucuje, to po sądach rodzinnych ciągać cię będą do wiosny.

– Spokojnie Waldziu, nic nie bój, ten mały kurw, jak mówiłem, po polsku nie zna słowa.

– A jak zapamięta i powtórzy do tej koordynatorki, jak ona ma?

– Koordynator do spraw asymilacji nieletnich imigrantów na terenie Rzeczpospolitej Polskiej, funkcjonariusz, w kurwe jebana mać, Kwiatkowska, z resztą o piździe mowa – skinął, wskazując czarnego Forda Ka, parkującego pod sklepem. – Zaraz pogadamy Waldeczku, niech ta cięta w kacapkę pizda tylko pojedzie.

– Ooooo kogo moje piękne oczy widzą, funkcjonariusz Kwiatkowska. Radosna, rozpromieniona, chyba zakochana, a do wiosny jeszcze daleko.

– Funkcjonariuszka panie Koźlak. Funkcjonariusz to rodzaj męski, dziecko które skończy cztery klasy podstawówki już to wie, więc radzę nadrobić braki w wykształceniu. – rzuciła uszczypliwie kobieta i minąwszy go szerokim łukiem, udała się w stronę malca, który na jej widok wyskoczył z auta.

– Hi sweety. How are you? Everything good? – zapytała, a mały odpowiedział jej coś łamanym angielskim.

– Oj jak dobrze, że panienka Kwiatkowska jest z nami, to chociaż ten mały ma sobie z kim poszprechać.

– To nie rozmawia pan z nim? Panie Koźlak, wie pan doskonale, że lekcje angielskiego dla adoptującego rodzica są obowiązkowe i darmowe, refundowane ze środków unijnych, więc niema wymówek. Jeszcze dziś pojadę, sprawdzić pana grupy listę obecności.

– Już mówiłem, że za stary chuj jestem, by się do szkoły cofnąć. Może jeszcze mam se jaja ogolić i tornister kupić?

– Panie Koźlak, proszę uważać na swój język. Dobrze? To szkoła dla dorosłych. I przypominam panu, że w całej Unii Europejskiej od dwutysięcznego dwudziestego szóstego roku obowiązują ustawowo dwa języki, rdzenny danego kraju i angielski. I albo pan się nauczy języka angielskiego, albo przyjdzie taki dzień, że w głupim urzędzie, będzie pan miał problemy się porozumieć. Pomału odchodzi się od rodzimej mowy. A samo używanie jej w towarzystwie osób napływających, jest dla mnie czymś mocno nieodpowiednim.

– Funkcjonariusz Kwiatkowska, bez znaczenia czy to wam się podoba czy nie, to jest wciąż Rzeczpospolita Polska, a nie żaden europejski Land.

– Jest wspólna waluta, jest wspólna armia, a niedługo będzie też wspólny język, postępu panie Koźlak, pan nie zatrzymasz.

– Obdzieranie ludzi z tożsamości, pani nazywa postępem? Chyba pani klepki się mocno poluzowały.

– Tożsamość narodowa, a komu to i do czego potrzebne? Jestem obywatelką całego świata. A teraz żegnam pana, bo ta rozmowa nigdzie nas nie doprowadzi. – mówiąc to, pogłaskała malca po krótko obciętych włosach i weszła do sklepu.

– Słyszałeś Waldeczku, co ten euro kurwiszon wygaduje? Tożsamość narodowa jej nie potrzebna. Zawsze jak małpę widzę, to mam ochotę udusić. Co za lewackie czasy.

– Nie irytuj się Piotruś, nic i tak nie zmienisz, a zdrowia na nerwy szkoda. Pijesz flaszkę? – zapytał Waldek, otwierając płócienną torbę i ukazując jej zawartość.

– Legalnie! – odpowiedział podekscytowany Piotr.

– Zrób, zakupy, odwieź gnoja do chałupy i za pół godziny u mnie.

– Zaraz będę.


Tekst: Deimien

Ilustracja: Clartiste


Zobacz również:

Chcesz być na bieżąco? Koniecznie daj nam lajka na Facebooku!!!

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments

comments