Wprowadzone przez Damian666

Szkółka niedzielna miłośników dewiacji

Kilka słów odnośnie tego co działo się wokół sprawy Sary Everard. O samej tragedii nie będę się rozpisywał, bo to rzecz głośna, nad którą pochyliły się główne media, nic do dodania nie mam, więc nic tu po mnie. Skoncentruje się na tym co było następstwem, na samym internetowym „after party”, a odkurwiało się grubo.

Nie dla psa „adopcja”

Czytam – Inowrocławscy radni mieli przyjąć uchwałę o zapobieganiu bezdomności psów i kotów. – Nie zagłosuję za nią dopóki w dokumencie będzie wyraz „adopcja” – poinformował radny Prawa i Sprawiedliwości. Tarczewski ogłosił, że nie zagłosuje za przyjęciem uchwały dopóty, dopóki słowo „adopcja” nie zostanie wykasowane i zastąpione innym. – Psa się kupuje – mówił radny PiS. A adopcja słownikowo dotyczy relacji człowiek–człowiek. Zaproponował, żeby zamiast wyrazu „adopcja” użyć określenia „zbycie-nabycie”.

Artysta też człowiek

Czytam właśnie o dramie Marilyna Mansona z jego ex partnerkami. Drama, dramą, jak dla mnie jest głupotą wyciąganie prywatnych spraw i czynienie ich neewsem publicznym, ale czytam, że już na początku tej historii, wytwórnia płytowa zerwała z Mansonem kontrakt.

Wyborczy odruch wymiotny

Mimo, że ostatnimi czasy rzadko siedzę w internetach, bo czując zew krwi z naturą, wędruję jak menel pochłaniając coraz to nowsze szkockie plenery, to jednak nie jestem w stanie trzymać się z dala, od tego płynącego wirtualnego szlamu.

Sienkiewicz w oku leminga

Dziś przeczytałem, że polonistka z Sochaczewa wystosowała petycję do Ministerstwa Edukacji Narodowej w sprawie usunięcia z listy lektur szkolnych książki Henryka Sienkiewicza „W Pustyni i w Puszczy”. Powodem usunięcia powieści ma być jej rasistowski charakter i to, że kształtuje ona estetykę, gust, wrażliwość, poprzez wiktoriański imperializm.

Stacja czterdziesta

Z racji, że dziś moje okrągłe 40 urodziny i moda teraz taka, że kto urodziny ma, to zbiera hajsy na kotki, pieski w schroniskach upchane, albo na chore bąbelki, pomyślałem, że i ja odpalę zbiórkę. Tylko na co? By szlachetny to cel był w swej istocie, lecz skromny niczym pastuszka przywdziewek?

Mendy w moim talerzu

Ostatnio każdy włazi mi do talerza i bynajmniej nie w celu wspólnego biesiadowania, a z troski o jakość mojej diety, stanu mojego zdrowia, a nawet z racji stężenia CO2 w atmosferze.