Sienkiewicz w oku leminga

Dziś przeczytałem, że polonistka z Sochaczewa wystosowała petycję do Ministerstwa Edukacji Narodowej w sprawie usunięcia z listy lektur szkolnych książki Henryka Sienkiewicza „W Pustyni i w Puszczy”. Powodem usunięcia powieści ma być jej rasistowski charakter i to, że kształtuje ona estetykę, gust, wrażliwość, poprzez wiktoriański imperializm. Co więcej twierdzi, że książkowy Kali, ma twarz czarnego George’a Floyda, zamordowanego kilka dni wcześniej przez białego funkcjonariusza.

Temat Floyda wciąż gorący, więc wiadomo, Pani nauczyciel wyrabia sobie na nim fejm, zresztą z dobrym rezultatem, bo szybko stało się o niej głośno, po tym jak media łyknęły temat.

Jako nauczyciel języka polskiego, zapewne jest świadoma tego, że to literacka fikcja, której rok wydania datuje się na 1910 – 1911, a sama akcja powieści zaczyna się w roku 1884, w czasach gdzie nie było Black lives matter, standardów poprawności politycznej, a i samo pojęcie rasizmu wtedy funkcjonowało inaczej. A sprawy dziś społecznie niedopuszczalne, były wtedy normalnością, codziennością. Książka traktuje wszystko tak jak wyglądało w tamtych czasach, co jest oczywiście jej zaletą, niestety nie w mniemaniu Pani polonistki.

Miało już miejsce, że książki uznane za niepoprawne politycznie były poddawane cenzurze, korekcie, nawet po śmierci autora, a więc bez jego zgody, by dogrzecznić ich treść, bądź pewne sformułowania, do dzisiejszych standardów, co w moim mniemaniu jest mega skurwesyństwem i brakiem poszanowania dla autora. Dobrym przykładem są tu książki Marka Twaina. Pytanie, czy taki sam los spotka powieść Sienkiewicza? Wątpię. Jednak, mimo wszystko, to co robi Pani polonistka jest mocno szkodliwe, z racji tego, że buduje, sugeruje, narzuca, pewne granice, standardy,   których nie można przekraczać w dzisiejszej literaturze.

Zresztą, sam miałem (nie)przyjemność odczuć na własnej skórze, w trakcie publikacji na stronach literackich mojego opowiadania, pod tytułem „Wdowa”, jak ten rak działa. W siódmej części opowiadania, podczas opisu koszenia łąki, użyłem sformułowania – „Wujo to jak zwykle, sto lat za murzynami”. Przez to jedno zdanie, padłem ofiarą nagonki, w której okrzyknęli mnie rasistą i wyjebali spektakularnie za bramę. Dodam, że to powiedzenie, funkcjonujące w języku polskim od kiedy pamiętam, do tego użyte przeze mnie w dialogach. Ale niech będzie, że kwestie wypowiadane przez bohaterów moich opowiadań są „rasistowskie”. I co z tego? Czy postacie książkowe, muszą być poprawnymi politycznie lemingami? Czy rasizm, seksizm, homofobia, w literaturze nie może mieć miejsca?

To już zaledwie rzut beretem od absurdu, gdy autor operując słowem, będzie musiał brać za priorytet, by żadna z grup społecznych nie czuła się dotknięta, treścią lub formą jego opowiadania. Nawet nie wiem kiedy, ale zaczęły się ciężkie dla kontrowersyjnego pióra czasy, czasy cenzury, gryzienia się w język i wytykania lepkim lewackim paluchem. Czasy szaleństwa i knebla na własne życzenie. Gdzie czarny humor stanie się przestępstwem, satyra, przywara wyśmiewaniem bazującym na stereotypach, a mocne słowo zostanie zepchnięte do deep weba, gdzie autor dla swojego dobra będzie musiał zachować pełną anonimowość. Cytując klasyka – o nierządne królestwo i zginienia bliskie!


Więcej w temacie na pch24.pl:

https://www.pch24.pl/chce-usunac-z-lektur-w-pustyni-i-w-puszczy-za-rasizm–zaskakujaca-akcja-polonistki,76423,i.html#ixzz6OX0FQRbE


Tekst: Deimien

Foto: Internety


Zobacz również:


Chcesz być na bieżąco? Koniecznie daj nam lajka na Facebooku!!!

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments

comments