Gdy w Lemingowie wybije szambo

Od dłuższego czasu na grupach polonijnych w UK istnieje pewna chujowa tendencja, której fenomenu nie jestem w stanie pojąć. Ale po kolei.

Pewna Pani wrzuciła ogłoszenie na jednej z takich grup, że szuka opiekunki do dziecka. Przy czym postawiła w ogłoszeniu trzy warunki – kryteria przyjęcia:

  1. Mus kobita.
  2. Koniecznie po 60-tce.
  3. Katoliczka.

No i szambo wyjebać musiało.

I nie pomogło uzasadnienie, że pracuje w domu, więc ona sama będzie przebywać z opiekunką cały dzień. Że nie czułaby się komfortowo i swobodnie, chodząc po swoim domu lekko ubrana, gdy kręci się obcy chłop. Podkreśliła dodatkowo, że chce wychować dziecko w katolickiej tradycji, więc stąd ważne by opiekunka była katoliczką. Nawet tak racjonalne argumenty nie pomogły, by powstrzymać hektolitry szczyn jakie się na nią wylały. Oprócz standardowej spierdoliny w takich przypadkach – „chcesz polską opiekunkę to pakuj się i wypierdalaj do Polski”, były oskarżenia o dyskryminację ze wglądu na płeć, wiek i religie. Były wyzwiska, parcie na zrobienie koło dupy i ogólnie lament politycznie poprawnie ułożonych pizd.

Podle lemingów każdy kto szuka opiekunki, nie powinien się kierować swoimi kryteriami wyboru, ani też dobrem i bezpieczeństwem dziecka, lecz dbać jedynie o to by każdy miał równe szanse na tą fuchę, bez względu na płeć, kolor i rozmiar fiuta. Kipiało lemingowo, że treść ogłoszenia powinna być sformułowana tak, by nie zawierała owych kryteriów, lecz potem, podczas rozmów z zainteresowanymi, należało wybrać tą, która najlepiej w kryteria trafia. Tak kurwa! Brawo! Powiedz muzułmance, że nie przyjmiesz jej do pracy bo nie jest wyznania tego którego oczekujesz, a dopiero zobaczysz co to znaczy hur dur. Znając realia lemingolandu, tak by mocium pannę zaszczuli, że by trzech muzułmanów na to miejsce przyjęła we wszystkich odcieniach śniedzi.

I tak jest prawie za każdym jebanym razem, gdy ktoś zapyta o polskiego lekarza, murarza, mechanika samochodowego, zaraz lemingom eksploduje dupa. – „Wracaj do Polski Polaczku! Pieprzony zaścianek! Języka się ucz!”

Angielski nie jest naszym pierwszym językiem i chociaż dogadujemy się dobrze to w niektórych sprawach, nawet pomimo poziomu zaawansowanego łatwo się wieszamy. Przykładowo. Choć jestem w stanie opisać bez zająknięcia przekrój przekładni kierowniczej ślimakowej, to jednak słysząc ten sam opis w języku angielskim, zapewne zacznę się drapać po głowie myśląc „O czym on mi tu pierdoli?”

Wymieniłem bojler na nowy i nie szukałem polskiego majstra ze względu na solidarność krwawicy polskiej, lecz z racji, że tak właśnie podpowiadała mi moja praktyczna natura. Dzięki temu byłem w stanie dopytać o wszystkie szczegóły, dostałem też kilka cennych rad i sugestii odnośnie całego mieszkania, jak – co warto zmienić, co poprawić, a co polać benzyną, podpalić i wybudować od nowa. I wiem, że nawet połowy z tego bym nie zrozumiał, gdyby wskazówki były w języku angielskim. To samo się tyczy wizyty u lekarza, mimo że znam wiele chorób, wiem która co broi, ich odpowiednika angielskiego nie znam. A jeśli w grę wchodzi nasze zdrowie lepiej zrozumieć wszystko.

Mam nadzieję, że mój tekst zakończy ten chujowy trend, choć w minimalnym stopniu, a Asom perfekcyjnego dogadywania się na każdy temat, pozwoli przemyśleć sprawę i zamiast szukać gówna w całym zajmą się swoimi sprawami, co oszczędzi na przyszłość sapania o dyskryminację i uprzedzenia.


Tekst: Deimien

Foto: Internety


Zobacz również:


Chcesz być na bieżąco? Koniecznie daj nam lajka na Facebooku!!!

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments

comments