Moda na czelendż

Ostatnio Facebook obrodził w różnorakie czelendże, chyba najbardziej popularnym był „10 years challenge”. Popatrzmy.
Jest fun. Są foteczki. Zaprezentować jest okazja nowe pazurki i markowe ciuszki. Niby ładnie, światła fleszy. Lajki się zbiera jak pokemony. Lecz coś tak jakby… hmmm… Czujecie? Swąd stopionego plastiku z domieszką braku autentyczności? I to dziesięć lat, jakoś każdemu tak dziwnie służy.

Dlaczego nikt nie odpalił jeszcze „10 years married challenge”? By pokazać te wszystkie szkolne topowe dupy, niegdyś powabne i świeże, teraz z worami pod oczami od nieprzespanych nocy, wyciągnięte od dźwignia siatek z Tesco i wyjebane życiem jak resor w starym Żuku. Wykrochmalone do cna, wraz z pieluchami z całego seksapilu jakim trąciły kiedyś.

Tych asów osiedlowych, samców alfa, teraz z zakolami jak Zatoka Meksykańska. Z bandziołem piwnym, z przesianą na pięcie skarpetą. Z dwudziestoletnim Pasatem, trzydziestoletnim kredytem na smutny jak pizda chleb powszedni i trzema latami w zawiasach za poszczucie tej kurwy spod ósemki, sąsiadki Azorem.

Dlaczego nikt nie wyskoczył z „marzenia i plany vs rzeczywistość czelendż”? Pochwalmy się zdjęciem tej naszej róży, która od piętnastu lat nie może rozkwitnąć. Tymi samymi noworocznymi postanowieniami recytowanymi co roku, jak mantre – „od przyszłego roku to…”

Bez udawania pomówmy o całym entuzjazmie do życia, który z roku na rok wycieka z nas, jak z nieszczelnego wiadra. O smaku goryczy, rutynie i zrezygnowaniu.

Daję wam moją łzę, pierwszy siwy włos i ból zmęczonych od dźwigania pleców. Wszak nic tak nie krzepi człeka strudzonego jak niepowodzenia i trud bliźniego.


Tekst: Deimien

Foto: Deimien+internety


Zobacz również:

Chcesz być na bieżąco? Koniecznie daj nam lajka na Facebooku!!!

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments

comments