Wdowa cz.7 Żniwa

Z oddali słychać było wycie silnika kombajnu piłowanego na wysokich obrotach. Antoni wraz z Jędrkiem i Tadeuszem kosili wysokie pokrzywy za domem wdowy.
– Mówił wujo, że nie dużo i pieronem zrobimy, a tu od wiosny nie było wykaszane. – marudził Jędrek Antoniemu.
– Na trzech nie ma dużo, piętnaście minut i zrobimy.
– To nie lepiej dwie litry paliwa kupić i podkaszarką zrobić jak człowiek?
– Aby byś hałas robił, przynajmniej nie zapomnisz jak się kosą pracuje.
– Wujo to zawsze z tym pomyślunkiem, sto lat za murzynami.
– Koś, Jędrek koś. Może nic ci nie będzie od tej kosy.

Żaneta podniosła długą pokrzywę i powoli zaczęła ją zbliżać do łydki Darii, nucąc pod nosem melodię z filmu „Szczęki” Stevena Spielberga.

– Żaneta, proszę cię… – powiedziała kobieta. Dziewczyna nie reagowała, tylko wachlowała tuż przy jej nodze.

– Żaneta! – krzyknęła podirytowana. – Zaraz stracę do ciebie cierpliwość!

– Nudzi mi się…

– Gdzie Waldek idziesz? – zapytał Antoni na widok chłopca ciągnącego za sobą wielką plandekę.

Żaneta, uniosła się na łokciu, odwróciła i puściła chłopakowi oczko.

– Idę rozpostrzeć to na wozie, bo zaraz skończy kosić i będzie chciał sypać.

– Chcę iść popatrzeć! – powiedziała podekscytowana Żaneta.

– Jak wywalisz tylko tę pokrzywę – burknęła Daria – Idziecie chłopcy z nami?

– Pewnie! – odpowiedział Jędrek i oparł o ścianę kosę.

Mężczyźni popatrzyli po sobie i zrobili to samo – Zróbmy przerwę, może upał zelży. – powiedział Antoni, ocierając spocone czoło.

Kombajn zatrzymał się obok wozu. Kierowca rozłożył wielkie ramię, które zatrzęsło się i popłynęło z niego złociste zboże. Wóz szybko się wypełnił, a wiatr zniósł cały gęsty kurz, który przy okazji wzbił się w powietrze.

Kierowca kombajnu przetarł okurzoną twarz w flanelową koszulę, pożegnał się gestem ręki i odjechał. Dziewczyny podeszły do wozu i zaczęły przeczesywać ziarno, które przelewało się między ich palcami.

– Chciałabym rozebrać się do naga, wskoczyć na furę i zanurkować w tym zbożu. – powiedziała Żaneta.

– No to już – uśmiechnęła się Daria – sami swoi, nie masz się tu kogo wstydzić.

Dziewczyna zrzuciła z siebie wszystkie ubrania, pokręcała zalotnie swoim chudym kuperkiem przed mężczyznami i wskoczyła w zboże. Wiercąc się i wierzgając, zasypała się tak, że wystawały jej tylko szpiczaste piersi i nos. Po chwili wstała i zeskoczyła z wozu – Czad! Waldek, Jędrek, otrzepcie mnie z tego! – mówiąc to wskazała ziarna poprzyklejane do jej spoconego ciała.

Waldek powoli i delikatnie obierał ją drżącą ręką, upajając się widokiem jej piersi. Jędrek robił to bardziej zdecydowanie i strzepywał zboże z jej ramion pleców i pupy.

– No już, wystarczy zboczeńcy, bo z niej skórę zedrzecie, a ty lepiej zobacz Żanetko co tam się u chłopców w spodniach wyprawia – zaśmiała się Daria, widząc mocno rysujący się wywód na przodkach spodni chłopców.

Napaloną Żanetę ucieszył ten widok, pochwyciła ich prącia, ugniatając je przez chwilę i pociągnęła za sobą jak dwa wozy za dyszel w kierunku leżącej na ziemi torebki, wyciągnęła z niej dwie prezerwatywy i podała je młodzieńcom – No już! Zakładać! Szybko! W mojej cipce się gotuje!

Jędrkowi, który pierwszy się uporał z prezerwatywą kazała położyć się na trawie, a sama usiadła na nim wkładając sobie jego penisa w mokrą cipkę, następnie splunęła na swoją dłoń i rozprowadziła lepką ślinę na swej dupci, wkładając sobie jeden, a potem dwa palce – Waldek włóż mi go w tyłek, szybko! – Rozkazała, a on kucnął za nią i wcisnął się w jej małą, ciasną smrodkę.

Chłopcy uwijali się jak króliki, a dziewczyna jęczała cichutko.

– Uczennica przerosła nauczycielkę – powiedział Antoni, gdy stali tak nad nimi, obserwując ich każdy ruch.

– Ach ta młodość – odrzekła wdowa.

– Młodość… – Powtórzył po niej starzec.

Chłopcy skończyli niemal równocześnie. Żaneta opadła na Jędrka, a Waldek ułożył się na jej plecach, całując jej szyję i kark. Jędrek poczerwieniał na twarzy i sapał ciężko, co świadczyło, że waga dwóch osób mu mocno ciąży.

– Tadek! Jest twoja! – Rozkazała Wdowa, ten zrzucił szybko spodnie, wziął swojego stojącego na baczność naganiacza w rękę i strzelił nim Waldka prosto w czoło – Spieprzaj młody, bo mała mi wystygnie!

Waldek wyszarpnął penisa z jej tyłka i pobiegł w kierunku leżącej na trawie porozrzucanej swej garderoby. Tadek złapał lewą ręką dziewczynę za szyję, środkowy zaś palec prawej dłoni wetknął jej głęboko w tyłek i zerwał ją wręcz z Jędrkowego, wciąż stojącego kutasa. Podniósł do góry, jak nadzianą na rożen sarnę, przerzucił przez burtę wozu ze zbożem i wsunął kutasa w jej cipkę.

Dziewczyna jęczała głośno, ostro pieprzona Tadka taranem.

– Tadeusz, zatkaj jej ręką usta, bo całą wieś nam tu ściągnie tymi krzykami – powiedziała Daria.

Ten zrobił o co prosiła i zaczął ją pieprzyć jeszcze mocniej. Odgłos, klaskania jego podbrzusza o pośladki dziewczyny mieszał się z brzęczeniem trzymającego burty łańcucha, skrzypieniem wozu i stłumionymi jękami dziewczyny. Po chwili mężczyzna skończył, rozlewając się perłowym strumieniem na jej bosych stopach. Założył spodnie, w które wsadził rękę, próbując wygodnie w nich ułożyć wciąż stojące, gotowe do boju przyrodzenie. Żaneta zsunęła się z wozu, wytarła stopy o kępkę gęstej trawy i chodziła wokół nie mogąc znaleźć sobie miejsca.

– Wracajcie chłopcy do pracy, a ty im Waldemar pomóż, we czterech szybciej się uporacie z tymi pokrzywami.

Mężczyźni oddalili się bez słowa, a ona podniosła z ziemi szare majtki i podała je Żanecie.

– Boję się kutasa Tadeusza, a z drugiej strony… Tadek jest jak wizyta u dentysty. Boisz się i próbujesz wymigać, ale jak już jest po wszystkim, ogarnia cię takie spełnienie, ulga i błogość. Jakby wyruchał nie tylko me ciało, ale i duszę.

– Wiem o czym mówisz, Żanetko, Tadeusz ma pięknego penisa, niczym statua płodności, posąg odlany z brązu, a co ważniejsze wie jak go używać. Boję się, że kiedyś ożeni się z którąś z tych bogobojnych pizd, które nie będą wstanie docenić i wykorzystać potencjału takiego przyrodzenia. Oj zmarnował by się ten talent w małżeńskim łożu.

– A ty? Nie chciałabyś go za męża. Przecież widzę jak jest za tobą.

– Jasne, że bym chciała, nawet nie raz mi proponował bym za niego wyszła. Problem w tym, że gdy na mnie patrzy w jego oczach jest tylko jeden kolor, głęboka, ostra czerwień.

– Co to znaczy?

– To znaczy, że jedyne co on do mnie czuje, to ślepe pożądanie, a to nie wystarczy. Na samej czerwieni nie zbudujesz niczego trwałego. Tym bardziej, że wiesz jaki mam pojebany charakter i znasz moje kaprysy. Góra przez dwie zimy grzałby moje zimne ciało, a potem na wiosnę czmychnąłby, skomląc z podkulonym ogonem jak pies. Tak bardzo się boję odrzucenia, Żanetko. Odrzucenia, samotności i ciszy, którą jednocześnie tak bardzo kocham. Jest dobrze jak jest. Niech wpadnie czasem, gdy jaja zaczną mu ciążyć i niech mnie rżnie jak swoją prywatną kurwę, wpatrzony we mnie tymi czerwonymi ślepiami jak bestia z przedsionka piekieł. No i niech czasem mi poprawi cieknący dach albo co tam. Morciaka oczy mieniły się kolorami tęczy. Czerwieni, zieleni i błękitu. To były najpiękniejsze oczy na świecie, było w nich oddanie, pożądanie, wierność i fascynacja moją osobą. Tylko jedna osoba na mnie jeszcze tak patrzy.

– Kto?

– Antoni

– Antoni? Przecież on ma z tysiąc lat!

– Czy to oznacza, że jest za stary na to by miłować kobietę?

– No nie, ale… on ma z tysiąc lat. – powtórzyła Żaneta.

***

Stary Sinicki macał się po spodniach, klęcząc skulony za starą śliwką i obserwował z ukrycia orgię przy swoim wozie ze zbożem. Gdy widowisko dobiegło końca, wciąż skulony pobiegł w stronę swojego podwórza, kłapiąc starymi gumofilcami.

Sinicka wyżymała nad wanną beżowy sweter, gdy wtargnął do łazienki, złapał ją od tyłu i oparł na starej pralce Frani. Następnie zadarł poplamiony kompotem fartuch wysoko na jej plecy, zsunął z tyłka majtki i wcisnął się w nią, wcześniej splunąwszy na swe przyrodzenie. Po kilku mocnych wsadach skończył i poprawił spodnie.

– A ciebie co tak zebrało? – zapytała Janina, wycierając krocze papierem toaletowym i podciągnęła majtki.

– Nigdy mi nie jęczałaś! – warknął ze złością Sinicki i zamachnął się na żonę.

– Chyba ci stary dzisiaj przy tym sianie, słońce do końca ten pusty łeb przegrzało – odpowiedziała Sinicka i odwinęła mu mokrym ręcznikiem.


Tekst: Deimien

Modelka: Lacrima_Mosa

Fotograf: Romek Piątek


Więcej prac Romka Piątka na:

FACEBOOK

https://www.facebook.com/DarkAngelFoto/


Zobacz również:


Chcesz być na bieżąco? Koniecznie daj nam lajka na Facebooku!!!

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments

comments