Wdowa cz.11 W imię starych zasad

Po tym jak spłonął jej dom, Daria zamieszkała z Antonim. Nie wychodziła prawie na zewnątrz, a każdy kolejny dzień sprowadzał się tylko do ugotowania obiadu i posprzątania kuchni, ale też wyłącznie dlatego, by nie być ciężarem dla starca. Ogarnęła ją taka niemoc, że nawet nie posegregowała odratowanych z pożaru rzeczy, mimo, że od wydarzenia minął już prawie miesiąc.
Tam pod zgliszczami jej domu spoczęło coś więcej, ta siła, która ją zrywała co rano z łóżka i zapał do robienia swoich rzeczy. I choć udało jej się pogodzić z utratą domu, to jednak wciąż nie mogła dojść do siebie po stracie winnicy, nie potrafiła odnaleźć sensu, spłonęła jej pasja, cała kolekcja wina, które tak troskliwie robiła przez ostatnie kilkanaście lat.
Jej ziemię wraz z budynkiem gospodarczym i stodołą odkupił od niej pewien biznesmen z Warszawy i dał nawet jak na to co zostało dobrą cenę.

Antoni podszedł do płotu i przywołał Jędrka. Od czasu pożaru nie rozmawiali. Chłopak podszedł powoli i zapytał – Jak Morciakowa się trzyma?

– Trzyma się, twarda to baba.

– Teraz to wujowi nawet będzie ładniej, a i jej też chyba, niż siedzieć samej.

– Weź no mi Jędruś powiedz, kto u Morciakowej ogień podłożył.

– A zaraz ktoś położył, a samo się spalić nie mogło?

– Nie pierdol mi Jędrek, ktoś paliwem zlał dobrze. Gadaj kto tam był.

– Nie wiem.

– Nie wkurwiaj mnie! Wiesz doskonale. Bystry z ciebie chłopak, zawsze wszystko wiedziałeś co się we wsi dzieje. Powiedz co ludzie gadają. I nie bój się, przecie cię do nikogo nie wydam.

– Na wsi mówią, że to Sinicki z Witosem. Sinicki ponoć ze swojego podwórka na czatach stał, a Witos z bańką paliwa zlał wszystko i podpalił, potem schowali się w Sinickiego chałupie.

– Dzięki młody, tak jak myślałem, tylko potrzebowałem potwierdzenia – klepnął chłopaka w ramię.

– Co wujo zamierza? – zapytał zaniepokojony.

– Zadbać o Morciakową zamierzam, przede wszystkim. A ty Jędrzej pamiętaj, zawsze bądź dobrym człowiekiem, choć czasem i może nie będzie ci łatwo. I wyjedź stąd, nie wiem, gdzieś do miasta do roboty, póki jesteś młody, zanim przesiąkniesz tym chujem, który trawi naszą wieś, bo będzie po tobie. – Odwrócił się i poszedł do chałupy.

We wtorek Antoni wstał wcześniej i zjadł dobrze, kilka kromek ze smalcem i z kiszonym ogórkiem, poprawił udkiem z kury z wczorajszego rosołu i poszedł do obory, komunikując przedtem, wciąż leżącej w łóżku kobiecie, że jedzie na targ i przed południem wróci.

Witos siedział przed domem na drewnianym stołku i wykrajał ogryzki z jabłek, gdy siekiera lecąca z ogromną siłą wbiła mu się w ramię, łamiąc obojczyk i strącając go ze stołka na trawę. Antoni podszedł do niego, pochylił się nad przerażonym mężczyzną i powiedział – Mówiłem, że drugi raz nie chybię. – Postawił nogę na jego piersi i wydobył siekierę z rany. Przymierzył i wziął zamach. Pierwsze uderzenie połamało mężczyźnie nos i górną szczękę, kolejne dwa ciosy pozostawiły w jego twarzy krwawy krater. Antoni wytarł siekierę o jego robocze portki i odjechał.

Brama na podwórko Sinickiego była otwarta, wóz skrzypiąc i brzęcząc łańcuchem wjechał po nierówno ułożonej kostce, minął mieszkanie i skręcił za stodołę. Sinicki podczepiał pod traktor opryskiwacz gdy dostrzegł starego zaskakującego z wozu. Na widok siekiery w ręce Antoniego, sięgnął po sierp, który miał na ciągniku.

– Mało ci stary chuju? I co? Z siekierą do mnie lecisz? – zapytał, wtedy Antoni wziął zamach i ruszył na niego. Mocne uderzenie wytrąciło mu sierp z ręki, drugie trafiło w kolano miażdżąc staw i łamiąc kości, Sinicki zawył z bólu i wsparł się na zbiorniku opryskiwacza. Kolejny cios uciął mu dłoń, wtedy upadł na ziemię i wczołgał się pod ciągnik brocząc krwią.

– Wyłaź psie! – Krzyknął Antoni, lecz ten mu nie odpowiedział tylko wył z bólu. Starzec odpalił ciągnik i wrzucił bieg polowy, traktor zaczął powoli sunąć, a Kazik czołgał się niezdarnie, próbując za nim nadążyć, pozostawiając za sobą krwawy pas na zielonej trawie. Po kilkudziesięciu metrach opadł z sił, obrócił się na plecy i patrząc na stojącego nad nim Antoniego, zapytał – Tu teraz, przed Bogiem mi powiedz! Warto było dla Morciakowej zatracić duszę?

– Całą wieś bym dla niej wyrżnął jeśli była by potrzeba. – siekiera wbiła się łamiąc Kazikowi mostek, ten zadławił się krwią i zmarł.

– Co tak szybko? – zapytała, gdy drzwi otworzyły się, a w progu stanął Antoni – Co się stało? – zdenerwowała się, widząc zakrwawione ręce i ubranie.

– Słuchaj mnie, bo zaraz po mnie przyjadą! – Antoni sięgnął do kuferka stojącego na regale i wyjął z niego kopertę wypchaną dokumentami.

– Tu masz akt notarialny na ziemię, dom i lasy. U rejenta wszystko załatwione, co było moje teraz jest twoje. Jutro, może pojutrze zgłosi się do ciebie ten laluś ze stolicy, co kupił twój plac i weźmie to wszystko, co do ceny już uzgodnione – mężczyzna nalał wody do blaszanej miednicy, wziął kostkę szarego mydła i obmył zakrwawione ręce, potem zmienił wodę na czystą, rozebrał się do pasa i obmył też twarz, kark i ramiona.

– Antoni coś ty narobił? – zapytała, domyślając się, co zaszło.

Stary nachylił się i wyjął spod łóżka wielką skórzaną torbę. Otworzył ją i wydobył czarny garnitur, siwą koszulę i pantofle.

– Od śmierci Marysi tego nie ubierałem i byłem przekonany, że na własny pogrzeb mnie w to dopiero ubiorą. Dobrze by było to odświeżyć, bo zatęchło przez lata, ale niema czasu, a w sądzie muszę jakoś wyglądać, zresztą, staremu człowiekowi zapach stęchlizny pasuje jak żaden inny.

– I co dalej będzie?

– No co, wyjedź do Łodzi blisko Żanety, za moją gospodarkę i te twoje pięćdziesiąt tysięcy to kawalerkę kupisz i drugie tyle na życie ci zostanie, bądź co bądź to twoja dobra przyjaciółka i pewnie wiele obok niej cię jeszcze spotka dobrego, a mnie posadzą i raczej już nie wypuszczą, no chyba że w sosnowej trumnie.

– To uciekaj, ukryj się gdzieś! – prosiła go Daria.

– Gdzie na starość mi się tułać, jak szczur ukrywać po kanałach. A w kiciu jeść mi dadzą, a i między chłopami się tam może odnajdę. Po za tym co światu po mnie? Co mi życie dać albo zabrać miało, to już dało albo straciłem. I tak więcej dostałem. Dane mi było kochać dwie baby. Jedną kochać to ciężar, a miłować dwie to ciężar nie do uniesienia jak na chłopskie barki. Doczekam swoich dni w zamknięciu.

A ty odwiedź mnie czasem. I jeszcze tylko jedną prośbę miał będę, zadbaj o to by moja kobyła trafiła w dobre ręce, bo jak gmina na niej łapy położy to na skóry ją sprzeda, a takiego losu bym dla niej nie chciał.

Z oddali słychać było policyjne syreny, Antoni wstał, podszedł do drzwi i otworzył je na oścież – Szkoda by było jakby wyjebali jak przyjadą. Ten warszawski fircyk zaraz by cenę zbił. – powiedział i usiadł na progu.

*
Dwóch klawiszy doprowadziło Antoniego na widzenie.

– Dobrze wyglądasz – powiedział na widok wdowy.

– Ty też nie najgorzej. Jak sobie tu radzisz?

– Ciasno tu, ale do wytrzymania, mniej problemów i mniej rzeczy rozprasza, to łatwiej pozbierać myśli. Gdy świat się nagle kurczy człek się z własnym rozumem bardziej oswaja i godzi, więcej ma dla niego czasu. A ty jak? U Żanetki w Łodzi?

– Nie. Kupiłam kawalerkę w Radomiu.

– Ale przecież… Rozmawialiśmy…

– Ważne bym była blisko ciebie, ona młoda, swoje życie ma, przyjaciół, myślę że taka stara ciota nie jest jej potrzebna. Tu zajęcia poszukam i będę cię odwiedzać tak często jak tylko mi pozwolą. A wiesz, kobyłę wzięła taka jedna pani z fundacji pomocy dla zwierząt. Tak, że jest w dobrych rękach i źle jej u niej nie będzie. Co do reszty zamknęłam stary rozdział i rozpoczęłam nowy – Radom.

– I jak ci tu?

– Pomału się uczę tego miasta, jak tobie świat się skurczył tak mi się nagle rozszerzył i rozpędził. Brak mi tej ciszy i swojego konta, otwartych przestrzeni, ale może się jakoś dostosuje. Zawsze się dostosowuje.

– Pewnie – przytaknął Antoni – w naturze kota jest spadać na cztery łapy, a ty stara kocica jesteś.

Koniec


Tekst: Deimien

Modelka: Lacrima_Mosa

Fotograf: Romek Piątek


Więcej prac Romka Piątka na:

FACEBOOK

https://www.facebook.com/DarkAngelFoto/


Zobacz również:


Chcesz być na bieżąco? Koniecznie daj nam lajka na Facebooku!!!

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments

comments