Wdowa cz.5 Stary żywioł

Starzec splunął w dłonie i roztarł w nich ślinę, następnie wyszarpnął z pnia wbitą siekierę, ustawił na pniaku wielki kloc drzewa i przymierzył w sam środek.
– Antoni, po bokach musisz dziabać, środkiem nie przełupiesz, za grube i za długo rżnięte – powiedział niski mężczyzna, który stał obok i przyglądał mu się uważnie.
– Nie ucz mnie młody kurwiu, jak mam drzewo dziabać! – warknął i wbił siekierę w pniaczek, który pękł do połowy. Zrzucił go na ziemię i po chwili mocowań uwolnił głęboko tkwiącą siekierę, ustawił drzewo w sposób w jaki stało poprzednio i wziął zamach.
– Antoni! Zamordujesz się chłopie, w bok bij… – Ostrze siekiery weszło dokładnie w to samo miejsce w które Antoni uderzył przy pierwszej próbie, a pniaczek rozłupał się na dwie równe części.

– Eeee… cela to ty jeszcze masz stary trutniu. – pochwalił go mężczyzna.

– Trochę drzewa w życiu nałupałem – odpowiedział i uderzył ponownie, tym razem w połówkę, która pękła bez większego oporu, rozlatując się na ćwiartki.

– Antoni, na chuj wam tyle drzewa, pod sam dach za oborą i jeszcze furę zwieźliście? Trzy chałupy by ogrzał. Zimy w tym roku ma nie być, Zalewski tak gadał.

– To co na furze to je nie moje, Morciakowej szykuje.

– Następny głupiec! Co ona wam daje, że jej robotę robicie?

– A to z dobrego serca to już nie można?

– A ino! Prawda by była żeś taki szlachetny. Tadeusz też z dobrego serca jej dach na wiosnę łatał, a ludzie swoje gadają.

– Niech gadają. Staremu Morciakowi zanim się zabrał obiecałem, że młodego będę doglądał i co dam radę pomogę. Młodego z nami już niema, ale zostawił wdowę, tak że chociaż przy drzewie jej pomogę.

– Coś mi się widzi Antoni, że te twoje pobudki to o kant chuja rozbić. Poruchać masz nadzieję, no przyznaj się.

– Pierdolisz! Mi na starość nie w głowie taka robota, a ty masz szczęście, że cię znam tyle, bo za te bajdy bym cię po ciuku wystrzelał.

– Nie denerwuj się Antoni, ja to z troski o ciebie gadam, byś się czasem w problemy przy tej kurwie nie wpadł.

– Baba ona jak każda inna, a że z miasta i roboty wiejskiej nie nauczona, to wcale nie znaczy, że kurwa.

– Zadurzyłeś się Antoni, wad w niej przez to nie widzisz, a to diablisko wcielone. Jakby Maria wiedziała, że jak tylko ją w ziemi pochowasz będziesz za kurwami diabła się uganiał… – starzec rzucił siekierą, która przeleciała obok ucha mężczyzny i wbiła się we wrota stodoły, pochwycił go za gardło, podniósł do góry i rzucił o ścianę. – Wspomnij mi raz jeszcze moją świętej pamięci Marysie, a upierdolę ci ten pusty łeb! A teraz won, póki żem siekiery ze stodoły nie wydobył, bo drugi raz nie chybię!

Przerażony mężczyzna pozbierał się z ziemi i uciekł z Antoniego podwórza przez boczną furtkę.

– Co to wujo robi? Warto to tak wieś ze sobą skłócać dla Morciaka baby? – zapytał młodzieniec z sąsiedztwa, przyglądając się całemu zajściu.

– Warto czy nie warto, to niewyparzony ryj musiałem obić. Młody chuj mi nerwów nie będzie szarpał.

– Teraz Witos będzie po wsi łaził i pierdolił, wie wujo jaka to menda jest.

– Aby się dowiem tylko, to chuja za kobyłą przez całą wieś przeciągnę! A ty co teraz robisz?

– A robotę robię – odpowiedział zmieszany chłopak.

– Jaką robotę?

– No swoją…

– Nie pierdol, przecież widzę, że bez zajęcia sterczysz! Chodź tu szybko, pomożesz mi drzewo na furę ładować, już podziabane to moment wrzucimy.

Chłopak, choć niechętnie poszedł i pomógł Antoniemu załadować wszystko, wszak wiekowemu już wujowi nie wypadało odmówić, ten gdy skończyli zgarnął z wozu butelkę schowaną pod starym, przesianym kocem i podał ją chłopakowi.

– Masz tu Jędrek ćwiartkę bimbru za tę pomoc, sobota za dwa dni, przed zabawą se wychlasz.

– Dzięki wuju. Zawsze to raźniej mi będzie do remizy iść.

– Tylko mnie czasem nie pochwal do ojca, żem ci tę butelczynę sprezentował, bo potem się tu przyśwajda i mi będzie pierdolił, że mu chłopaka rozpijam!

– Sie wie. Co wujo, głupi? Jakbym się pochwalił, zaraz by mi zabrał.

– No leć, a ja do Morciakowej jadę jeszcze to zrucić, bo mi rano pusta fura będzie potrzebna.

Otworzył starą, drewnianą bramę i wjechał na podwórko. Wdowa stojącą przed sieniom pomachała mu z uśmiechem.

– Drzewa wam przywiozłem, porznięte, połupane, tyle że do wyschnięcia. Poukładam go z boku szopy, tylko nie palić nim teraz na wodę, bo świeże i komin wam tylko usmoli, lato w tym roku galancie gorące, tak że na zimę wam wyschnie.

– Pomóc ci przy tym drzewie?

– Nie, gdzie tam, drzewo świeże to ciężkie, dla chłopa to robota

– A rynnę mi Antoni poprawisz…?

– Ta… wszystko będzie zrobione, tylko kobyle wpierw wody dam, a ty mi za ten czas naszykuj jako drabinę do tej rynny.

Starzec podwiesił oberwaną rynnę i wziął się za rozładunek drzewa, układając je starannie w pionową mozaikę wzdłuż ściany szopy w której kiedyś mieścił się kurnik. Gdy skończył wziął z wozu pomięty gałgan, przepłukał go w misce zimnej wody i przemył spoconą twarz.
– Antoni, nie wiem jak ci dziękować. Poczekaj, wejdź do środka, sernik upiekłam, usiądź.

Stary wszedł do środka, rozejrzał się po kuchni i opadł ciężko na krzesło stojące przy stole.

– Na słodko nie mogę, bo zgaga potem pali jak pieron – skrzywił się pod nosem.

– To winka z jeżyn…

– Gdzie, to też przecie słodkie.

– Nie na słodko to dostaniesz na gorzko – wyciągnęła z kredensu flaszkę wódki oraz szklankę i postawiła przed nim, a z lodówki przyniosła słoik marynowanych grzybów i ogórki. – Lepiej? – zapytała.

– Może być – odpowiedział i wypełnił szklankę do pełna, którą następnie wychylił duszkiem – Ciepła – skrzywił się i zagryzł maślakiem wyłowionym ze słoika.

– Antoni zostaniesz na obiad! O samej gorzale cię nie wypuszczę! – powiedziała wdowa stanowczym tonem – Pierogów nalepiłam z kapusty i grzybów, zjesz na ciepło jak człowiek, ale wpierw doprowadzimy cię do porządku stary capie. – Wstała i zdjęła z kuchni wielki gar gorącej wody, wlała go do wanny, następnie podniosła wiadro z zimną wodą, dopełniła wannę do połowy i przemieszała wodę ręką – Wskakuj, woda w sam raz!

Mężczyzna, patrzył na nią zmieszany przez chwilę, gdy ponagliła go – No rozbieraj się! Baby się wstydzisz?

– Nie byłem z kobitom sam na sam od ośmiu lat, a co dopiero w negliżu. – Rozebrał się i usiadł powoli w wannie, stopniowo oswajając się z ciepłą wodą, Daria rozpięła guziki i zsunęła fartuch z ramion, który opadł na drewnianą posadzkę, odsłaniając jej nagie, blade ciało, stanęła nad starcem, wzięła do ręki mydło i zaczęła obmywać jego ramiona, tors i plecy.

– Świecie słodki, jaka ty piękna jesteś – wystękał, oszołomiony jej widokiem – Gdybym ja tylko młodszy był. Ile bym dał, ile bym zrobił. Zabiłbym! Dla ciebie, za ciebie.

– Gdybyś ty tylko młodszy był Antoni. – Powtórzyła i wtuliła jego głowę w swe piersi, głaszcząc jego siwe włosy. Po chwili mężczyzna zasnął.

.
– Antoni pobudka – potrząsnęła nim, starzec przebudził się i zorientował, że woda, w której usunął jest już zupełnie zimna.

– Przysnąłem…

– No. Na trzy godziny. – Dodała z uśmiechem wdowa i rzuciła mu ręcznik – wycieraj się i ubieraj, a ja ci już pierogów nakładam. Ja już jadłam, doczekać się aż wstaniesz, to by człowiek z głodu zmarł.
Mężczyzna zjadł talerz pierogów i podziękował, gdy wychodził Daria wcisnęła mu zawiniętą w chustkę porcje na później.

– Weź, Antoni, na kolacje odsmażysz sobie na słoninie i cebuli. Nalepiłam jak głupia, a przecież ja sama, to nie będzie komu jeść.

Stary położył pierogi na wozie i sam wgramolił się na furę. Gdy wsiadał dostrzegł Kazika stojącego przy płocie i przyglądającego im się uważnie – Co się tak Sinicki gapicie? – zapytał.

– Od tego ślepia mam… – odpowiedział mu z wymuszonym uśmiechem.

– W istocie… Wio! – cmoknął na kobyłę i wyjechał na drogę, zamykając za sobą bramę.


Tekst: Deimien

Modelka: Lacrima_Mosa

Fotograf: Romek Piątek


Więcej prac Romka Piątka na:

FACEBOOK

https://www.facebook.com/DarkAngelFoto/


Zobacz również:


Chcesz być na bieżąco? Koniecznie daj nam lajka na Facebooku!!!

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments

comments