Baśń o królewnie z Dworcowej 5 cz.1 Prohibicja i młotek

Dawno, dawno temu, za siedmioma bramami, za siedmioma blokami, za siedmioma trzepakami stała mała remiza, a w niej mała świetlica, a w świetlicy gwar i wrzawa, śpiewy, granie i zabawa, tańce, picie, mordobicie, każdej soboty huczne, nocne życie, lecz we wtorki, gdy dzień targowy zbierał się tu cały kwiat menelstwa by prawić i radzić.

Od rana plac przy remizie tętnił życiem. Dzień wszak targowy ściągał z okolic wszystkie łajzy. Siedzieli przy trzepaku, ciągnęli bełty i rozprawiali o rzeczach ważnych, jak i o tym, co błahe w swojej istocie, jednak aktualne i omówienia warte.

W tym dniu przybyli wszyscy. Nieroby – bezrobotni, drobne złodziejaszki, wielcy kombinatorzy, pijaczki – alimenciarze, stare obciągary i młode cichodajki, nie zabrakło nikogo.

– Wuuuuuuu… – rozległo się, gdy stary wiarus zadął w szyjkę butelki po winie, a cały tłum zamarł i wzrok wszystkich skierował ku bramie, z której wyłoniła się, ubrana w welurowe mini i adidasy, kroczyła powoli i dumnie między dwoma kafarami z ciężko dyszącym Amstafem na łańcuchu. – Jej kurewska mość, zrodzona z patologii, matka siedmiu nieszczęść, Chlorisi!

Cała patologia oddała jej pokłon, a ta skinieniem swej dłoni wyraziła swoją aprobatę. Gdy tylko Chlorisi zasiadła na ławce pod remizą, została obstąpiona przez cichodajki dworu, które bez zwłoki rozpoczęły ploteczki, prezentacje tipsów i samojebek zapisanych na smartfonach, lud też powrócił do rozmów.

Po chwili pojawił się też kanclerz – Ciiiiiii… – ciknął ktoś na jego widok, gdy dał susa przez wąski trawnik i mijając królową, złożywszy pokłon, skierował swe kroki w kierunku drzwi do świetlicy, a wszyscy w milczeniu udali się za nim.

Kanclerz, pedant nad pedanty, chodź ryj swój co dzień moczył, to biel skarpet i sandały, portki w kancik, sweter w serek, fryz choć pozlepiany w kluchy, zawsze ładnie przyczesany, autorytet wśród menelstwa, a i w głowie wiedzę miał on, bo doktorant Jagieloński, męczybuła, bawidamek, zawsze coś do powiedzenia, więc go król obwołał kanclerzem, dzień przed tym, jak do puchy poszedł by królowej swej był wsparciem, radą służył, dobrym słowem, a i lojalny był człek wielce, więc jak coś na buntujące się menelstwo na widzeniu doniósł.

Na progu wyciągnął z kieszeni pęk kluczy, otworzył drzwi świetlicy do której wśliznęła się wpierw królowa wraz z cichodajkami, a za nią reszta poddanych. Gdy weszli, rzucił królowej porozumiewawcze spojrzenie i tak powiedział:

Kochane obszczymury, drogie cichodajki,

kolejny dzień targowy minął nam jak z bajki.

Co kto kupił? Co kto sprzedał?

Co wymienił? Co zajebał?

Handel wszak po to istnieje, by na przelew w sakwie było.

Dla duszy, ku pokrzepieniu i by serce się cieszyło.

Kto problemy ma, kto rację? – pani nasza was wysłucha.

A kto jest nie interesant, niech siedzi nadstawia ucha.

Pierwsze wyszły na środek cztery lampucery z pobliskiej kamienicy, ukłoniły się nisko i poczęły przepychanki, która z nich ma mówić, gdy matka nieszczęść uniosła dłoń na przyzwolenie, najstarsza z nich tak zaczęła – Wasza kurewska mość, biada nam biada, wraz z przyjazdem papieża wójt prohibicję ma wprowadzić, wszystko obskoczone, każdy się boi, nikt z pod lady nawet piwa nie sprzeda, biada nam biada, przez tydzień cały o suchym pysku nam przyjdzie. Jak żyć? Co pić? Radź pani nasza.

Chlorisi poprawiła rajstopy spojrzała po pudernicach i powiedziała – Jak wam wiadome, drogie kurwiszony, mój stary z pierdla wychodzi we wrześniu, a jak dobrze wiecie kafary, karki i sztywne odrapane ryje posłuch tylko u Rycha mają. Mnie jako dziewuchy słuchać nie chcą, a naszego kanclerza za chuja z waty mają, przez co resort do zastraszeń i wymuszeń stoi, więc i z wójtem rozmówić się niema komu. Zapasów wam nie sugeruje, bo co zgromadzicie to i tak zaraz wychlacie. Proponuję wobec poszukać źródła w innej gminie. Wpierw odszukajcie śmiałka, który trzeźwy dzień cały, zaszyty najlepiej, i któremu prawo jazdy się jeszcze ostało. Potem zrzute zrobicie na ten cel. Jedną z kurwiszonów wyślecie niech od komendanta straży Żuka pożyczy i jedźcie co gminę stając i pytając, czy alko można kupić. I jedźcie przedsię dotąd, aż gminę nieskurwioną prohibicją znajdziecie i procenty zakupicie.

Kobiety ukłoniły się w podzięce i powróciły do tłumu, a na środek powrócił kanclerz – Czy ktoś zabrać głos chce jeszcze? – zapytał, lecz odpowiedziała mu cisza – Na początek chciałem gorąco powitać drogie obszczymury, kurwiszony, obrzympały, czcigodnych nieudaczników i całe grono patologiczne, i podziękować za tak liczne przybycie. Zanim zaczniemy, kto nam przypomni, o czym prawiliśmy na ostatnim spotkaniu?

– Na ostatnim spotkaniu omawialiśmy: „Techniki powrotu do domu z libacji” i zastanawialiśmy się czy technika zygzakiem ma wpływ na stopień prawdopodobieństwa zatrzymania przez policję? W tym celu pan kanclerz wygłosił referat w oparciu o raporty policyjne z izb wytrzeźwień – powiedział pijak protokolant.

– Dziś dowiecie się o tym, że kultura picia to nie wszystko, a kultura dyskusji to też rzecz istotna, dlatego przyniosłem na zebranie to – mówiąc, wyciągnął z kieszeni stary zardzewiały młotek, lud wpatrywał się w niego z zaciekawieniem – od dnia dzisiejszego każdy kto będzie chciał głos zabrać, winien poprosić o młotek i stuknąć w blat zanim coś powie.

– Poproszę młotek! – ktoś nagle krzyknął z końca sali. Jedna z cichodajek wymieniła spojrzenie z kanclerzem, zawinęła młotek w beżowy gałganek i klapiąc starymi japonkami podreptała na koniec sali by wręczyć go mężczyźnie z największą czcią i honorami.

Zenuś, bo tak się zwał mężczyzna, wzdrygnął w podzięce, obtarł glut w rękaw ujebanego swetra i odwinął młotek, którym następnie stuknął w stolik stojący pod ścianą i przemówił.

– Ci, którzy mnie znają to wiedzą, a ci którzy nie znają zapewne słyszeli, że takiego nieudacznika jak ja drugiego niema.

– To prawda! Niech żyje! – dało się słyszeć z tłumu pokrzyki aprobaty.

– Wiecie, że ojcowiznę jaką mi zostawili przechlałem w trzy lata.

– Brawo! To prawda! Chwała mu!

– Wiecie, że rad mam wiele, a każdą z nich o kant dupy potłuc. W problemy nimi mogę wpędzić, do grobu nawet, a i nieszczęść sto za nimi też zazwyczaj idzie, dlatego me rady tak mocno cenicie.

– Tak jest! Niech mówi!

– Jednak dziś chciałem wam jedynie powiedzieć, a właściwie to sprawdzić jak „poproszę młotek” jak i samo „stuk młotkiem” działa w praktyce. Stwierdzam, że do tej chwili „poproszę młotek” było tylko pustym słowem, jednak po sprawdzeniu w praktyce i pozytywnej ocenie, myślę że „poproszę młotek” może być w pełnym tego słowa znaczeniu „poproszę młotek”! I z racji tego chciałem wszystkim życzyć bez skrępowania korzystania z opcji „poproszę młotek”…

– Brawo! Niech żyje! Dać mu wódki!

Psssyyyykkkk… – dźwięk rozpylanego dezodorantu wszedł Zenkowi w słowo, jego wzrok przeleciał stojące na przedzie lafiryndy i zatrzymał się na kobiecie z różowym sprayem w dłoni. To Lidka podkręcała feromony. Lidka i jej dezodoranty od ruskich na bazie Muchozolu – Wejdzie Lidia na disco muchy i komary się w drzwiach zabijają – mawiają.

– Psyk bez młotka. Psyk bez młotka? Jak śmiała psyk bez młotka? – pijackie mordy spoglądały po sobie z przerażeniem.

– Za szybko pochwaliłem nasz „stuk młotkiem” system. Postuluje by powołać komisje która stwierdzi, co można, a co nie można bez wcześniejszego „stuk młotkiem”.

– Zarządzam półgodzinną przerwę na szlugę i bełta, w czasie której komisja od młotka uda się pod orzecha by się odlać i naradzić – powiedział kanclerz i spojrzał porozumiewawczo na królową, która skinęła i powróciła do skrolowania Instagrama, a on zabrał ze sobą Zenka i jeszcze dwóch obszarpańcow i poszli na stronę.

– Po krótkich obradach zdecydowaliśmy, bez młotka można: ziewać, wzdychać, poprawiać portki, wino siorbać lecz tylko takie dla ogółu dostępne, po łbie się horcować, nos obcierać lub smarkać bez większego zaangażowania.

Natomiast przed czym młotkiem stukać trzeba? Młotkiem stukamy przed wszystkim, co swą naturą odwracać będzie uwagę innych, czyli: smarkaniem ze szczególnym okrucieństwem, siorbaniem swojaka, psikaniem dezodorantem i nosa pudrowaniem. A więc psik dezodorantem był w tym przypadku czynem zabronionym, bowiem to bez ostrzeżenia odwróciło uwagę innych lampucer od rzeczy istotnych, jednak jako, że prawo nie działa wstecz, Lidka nie zostanie ukarana.

Z młotkiem czy bez kategorycznie nie wolno podczas narady: Pierdzieć pachą, głupio dokazywać i wydurniać się w sposób wszelaki. Myślę, że na tym skończymy dzisiejsze zebranie, jednak nim jeszcze pójdziecie w melanż, przyjmijcie ode mnie naukę:

Możesz być chamem, dziadem, czy mrukiem grunt byś szanował dysputę.


Tekst, rysunek: Deimien


Zobacz również:

Chcesz być na bieżąco? Koniecznie daj nam lajka na Facebooku!!!

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments

comments