Ogień zwalcza się ogniem

Z ironicznym uśmieszkiem wspominam dziś wróżby i zapewnienia dobrodusznych misiów, twierdzących, że radykalny islam w Europie to kwestia, góra, jednego pokolenia, że miłujący pokój muzułmanie zauroczeni naszym zachodnim life stylem zejdą z drogi radykalnego islamu i klaszcząc radośnie uszami zintegrują się, przyjmując nasze europejskie wartości ducha tolerancji i pokoju, a my ze łzami wzruszenia w oczach, pochwycimy ich za ręce i odśpiewamy wspólnie „Odę do radości”.

Tymczasem, wbrew zapewnieniom misiów, to wszystko idzie w zupełnie innym kierunku. Europę ogarnął chaos, niemal co dzień dochodzi do ataków terroru, a muzułmanie zamiast odchodzić od radykalnych ścieżek, radykalizują się i próbują zniszczyć nasz porządek.

Integracja wbrew spekulacjom im też jakoś nie idzie. Z resztą, po cholerę mają się integrować skoro są zdania, że i tak przejmują Europę, o czym coraz częściej mówią otwarcie. Osoby młode, urodzone już w Europie odkrywają w sobie pałających do brudnego i rozwiązłego zachodu nienawiścią bojowników ISIS, gotowych ginąć za islam, co nam wyraźnie ukazują ostatnie incydenty we Francji i w Niemczech.

islam 1

W odpowiedzi na zamach w Nicei, który miał miejsce w ubiegłym miesiącu, prezydent Francji Francois Hollande powiedział – „Francja musi się nauczyć żyć z terroryzmem.” – Co jest akceptacją na obecny stan rzeczy, co jest poddaniem się i przyzwoleniem na terroryzm.

Francja zamiast wypinać bardziej dupę powinna zareagować. I nie pochodami, minutami ciszy, ustawianiem flag na profilowe, czy co jest ostatnio modnym sposobem zwalczania terroryzmu – bazgraniem serduszek i kwiatków na chodnikach. Ale ostro i stanowczo powinna przypieprzyć w islam na każdej możliwej płaszczyźnie. I teraz właśnie póki rany świeże, bo w leniwej i wygodnej Europie zabliźniają się szybko, zbyt szybko. Dlatego tak ważne by kuć żelazo póki gorące.

Zapewne ktoś zapyta – Co z tymi dobrymi kluseczkami, co Koran od strony pokoju studiują i nie chcą krzywdzić wcale?

Zaraz po łańcuszku wydarzeń jakie miały miejsce w ciągu kilku ostatnich tygodni, taki właśnie miłujący pokój, przyparty do muru, muzułmanin wyznał, że on to lubi nasz sposób życia i by wolał, ale urodził się jako muzułmanin i albo nim jest albo go nie ma. Po czym zaczął się żalić, że jadąc do swojego rodzinnego kraju już od lotniska ma na karku policję religijną, która tak mocno dba by przypadkiem nie odszedł od wiary w zepsutej Europie. Jak to ciągły strach i niepewność jak żyć wedle tutejszych zwyczajów i jednocześnie nauk Koranu uprzykrza mu żywot. I właśnie strach będzie powodem radykalizacji tej grupy. Historia nas nie raz już uczyła, że najgłośniej „na stos!” krzyczeli ci, którzy najmocniej się bali.

Dodatkowo radykalizacji sprzyjają ataki z naszej strony, zarówno w Internecie jak i w realu. Bo to właśnie na nich sobie odbijamy za poczynania ich braci w wierze. A jeśli są jebani przez zły rasistowski zachód, w końcu zwrócą się do swoich radykalnych braci. To błędne koło ruszyło i nic nie jest w stanie go zatrzymać. Po każdym zamachu nakręceni atakujemy tych, przeważnie nie mających nic wspólnego z atakiem, przez co radykalizują się dla odwetu chociażby. Dlatego rządzący powinni uderzyć głównie w nich. Mają się wyraźnie określić czy są z nimi czy z nami.

Najgorsze w tym wszystkim nie jest zakłamywanie rzeczywistości przez poprawne politycznie media. Jak po zamachu w Monahium, gdy niemieckie media trąbiły – To nie był muzułmanin, lecz naśladowca Andersa Breivika – Kiedy było od początku oczywiste, że to islamista. Nie jest też godna pożałowania reakcja polityków, broniących islamu i traktujących terrorystów jak rozwydrzone bachory. Pięćdziesiąt ofiar w zamachu. Oj tam, oj tam! Islam musi się wyszumieć.

Przeraża jedynie fakt, że zmęczeni tym całym gównem akceptujemy ten stan rzeczy, oswajamy się z tym. Boli reakcja Internetu na ostatnie zamachy, komentarze w stylu – „To już się robi nudne” – traktujemy terroryzm jak nieuleczalną chorobę, która jest ok, dopóki nas nie uświadczy, jak raka. Doszliśmy do wniosku, że da się żyć obok, terroryści są i będą i niczego nie zmienimy.

Wkurwia gadka naszych dobrych misiów, w stylu, a bo my Polacy to też gwałcimy, zabijamy itp. I przeszukiwanie podręczników od historii w tropieniu czarnych kart dla nas – O proszę! 10 lipca 1941, Jedwabne! Trzystu żydów spalonych żywcem w stodole. I co? My to dopiero byliśmy chujami! – Co było, a nie jest nie pisze się w rejestr, spierdolino! I wiecznie ten sam argument – A bo my Polacy to…, A bo chrześcijanie to…

Nadszedł czas by rządzący zrobili sympatykom Mahometa mały fun park. Za każdy atak terrorystów sto meczetów powinno być zamykanych, a w mieszkaniach muzułmanów, w dzielnicach, w której doszło do ataków, rewizje powinny być do samego tynku. Islam powinien być przez służby regularnie szczuty i zepchnięty do piwnic, do tego stopnia, by muzułmanin bał się kupić gazu do zapalniczki w strachu o podejrzenie o terroryzm, tak zastraszeni, by brat donosił na brata, gdy tylko zaistnieje takie przypuszczenie, że może on sympatyzować z ISIS. To może sprawić, że muzułmanie zaczną donosić na siebie w trosce o swoje dobro, zamiast kryć i pod nosem kibicować radykalnej braci.

Wpierdol i do lochu! – To jedyna skuteczna forma walki z radykalnym islamem, a język nienawiści to jedyna forma dialogu, jaki może do nich trafić. Jedynym skutecznym sposobem zwalczania terroryzmu jest terror. Muzułmanie muszą wiedzieć, że nie opłaca im się być radykalnym muszą, odczuć to na własnej skórze.

Tak jak po drugiej wojnie światowej, gdy w Niemcach został zasiany kompleks nazisty, tak u muzułmanów powinien być siłą wszczepiony kompleks terrorysty. Ogień czas zacząć zwalczać ogniem.


Tekst: Deimien

Foto: Internet

Zobacz również:

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments

comments