400 ruskich, niedoszły wpierdol i nasza pielęgnowana ksenofobia

Powołując się na rosyjskie media, polskie portale informacyjne rozdmuchały wiadomość, o tym jak to czterystu Rosjan, przebywających w Niemczech zmasakrowało imigrantów, zamieszkujących ośrodek dla uchodźców w miasteczku Bruchsal, co miało być odwetem za trzydziestogodzinny gwałt na trzynastoletniej Rosjance. Po pewnym jednak czasie niektóre z tych źródeł wyjaśniły, że wiadomość ta była mocno wyolbrzymiona, bowiem do epickiego wpierdolu nigdy nie doszło, Rosjan była zaledwie garstka, a tak w ogóle to skończyło się tylko na wybitej szybie.

Nie zależnie od tego czy Ruskich było cztery setki czy czterech i czy rozbite zostały zasoby łbów ludzkich czy tylko szyba, istotnym jest fakt, że owa wiadomość została wręcz wchłonięta przez nas maluczkich i wywołała mnóstwo emocji, udostępnialiśmy ją, komentując z aprobatą wyczyn Rosjan. Wychwalaliśmy ich po nimb, jednocześnie życząc jak najgorzej imigrantom.

Na pohybel!

Dobrze tak kozojebcom!

Jebać skurwysynów!

Tak trzeba!

Brawo!

Prawidłowo!

Do gazu brudasów!

To tylko garstka emocji, jaka nam się udzieliła podczas udostępnienia owego posta.

O czym to świadczy? Czy to oznacza, że powoli przestajemy w nich dostrzegać ludzi, a widzimy tylko robactwo, które się rozpełzło po naszym podwórku, by żyć naszym kosztem, gwałcić i kraść?

Co rano zagryzając grzankę uważnie wertujemy dziesiątki newsów, starannie wybierając te najmocniej ukazujące ich brak człowieczeństwa.

Islamiści zgwałcili… Islamiści spalili żywcem… Islamiści ukamienowali… Itd. Itp. Aż do zagotowania się krwi w żyłach.   Karmimy się tymi informacjami i dobrze nam z tym. Oni – ci źli, barbarzyńscy, bestialscy. Przy nich czujemy się tacy nieskazitelni, prawe ramię zachodniej cywilizacji. Widzimy w nich plagę naszych czasów, na wyeliminowanie której jesteśmy gotowi na wszelkie środki, nawet te najbardziej drastyczne. Przyklaskujemy wszelkim przejawom agresji wobec nich, gloryfikujemy i chwalimy ich prześladowców. Nakręcamy, podburzamy, hejtujemy, licząc że ktoś w końcu, kiedyś, gdzieś zrobi porządek, bo oczywiście ktoś musi zacząć pierwszy, a dalej już poleci, bowiem znajdą się naśladowcy, charyzmatyczni obrońcy zachodniej cywilizacji, za których słowem tłum chwyci za pałki i noże, i wyjdzie na ulicę oczyścić nasze podwórko, a gdy już ulice spłyną krwią klaśniemy w dłonie i powiemy: – Dobrze się stało! Tak się skończyć musiało! To przecież dla naszej wspólnej przyszłości ta rzeź, byśmy na starość mogli cieszyć się wolnością, swobodą języka i cyckami na rozkładówce Playboya. By nasze dzieci i wnuki mogły sobie pozwolić na popełnienie naszych błędów, by użyły i one tej przepitej i przećpanej szalonej młodości, wedle własnego widzimisie, bez strachu przed ukamienowaniem albo chłostą za butelkę piwa.

A gdyby tak problem imigrantów się nagle rozwiązał? Tak z dnia na dzień. Tak jak się pojawili, tak wrócili do siebie. Co wtedy? Czy odetchnęlibyśmy z ulgą ciesząc się, że już po wszystkim? A może ten fakt by się spotkał raczej z naszym rozczarowaniem. Ale jak to? Nie będzie obiecanej rzezi? Upragnionego krwawego show?


Tekst: Deimien

Foto: Internet

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments

comments