Polska mafia – resort do spraw na emigracji

Dzwoni znajoma i pyta, czy nadal robię ogrody i czy nie był bym zainteresowany fuszką na weekend, bo ona kogoś tam ma, kto potrzebuje ogrodnika na dwa – trzy dni. – Jasne! – odparłem i poprosiłem, by dała mój numer telefonu.

– Deimien? – słyszę ciepły, damski głos w słuchawce – Zainteresowany jesteś pomocą w ogrodzie? Jeśli tak, przyjedź dziś do nas, masz samochód? Nie? Ok. Przyjedziemy po ciebie, za godzinę? – Mówię, że luz, wezmę busa. Dama jednak nalega, że odbiorą mnie, a potem odwiozą do domu – Ok.

Ogród za domem czysty i zadbany, widać, że systematycznie ktoś przy nim robi. Biorę wytyczne i zaczynam. Cztery godziny dziś, cztery godziny jutro. Chwasty, chwastki i trawnik do koszenia przed domem.

Wpierw ogarniam trawnik, z czym nie schodzi mi długo, a potem biorę się za ogród na tyłach.

Rząd domków jednorodzinnych, a za nimi rząd niewielkich ogródków. Ogródki dzielą od siebie tylko niskie płotki sięgające nie wyżej jak do poziomu jajec. W ogródku obok z małego nadmuchiwanego basenu, dwoje malców lampi się na mnie i na zleceniodawcę. Biorę się za robotę, a gospodarz wraca do domu. Dziatwa powraca do zabawy. Starszy młodszemu podpierdala czerwony październik i zaczyna się bójka, starszy góruje, leje młodszego, za włosy ciągnie, szczypie po twarzy i palce w oczy wkłada. Młodszy piszczy jak zajęc ze śrutem w dupie. Wychodzi stary, odpala szluga, zaciąga się dymem i przepija piwem. Patrzy na lejących się chłopców, czekam że choć zwróci im uwagę lecz cisza, zgniata puszkę po piwie i wrzuca do kubła na śmieci stojącego w ogrodzie, z ziemi podnosi słoik i wrzuca do niego kiepa, następnie zbiera mele zajebaną z przegrody nosowej, spluwa na wciąż tlącego się papierosa na dnie słoika i wchodzi do domu. Gówniarstwo wciąż się napierdala, piszcząc, krzycząc i wyzywając się, co doprowadza mnie do szału, mam ochotę wrzucić im tam granat albo suszarkę do włosów, a na myśl przychodzą sceny z „Martwicy Mózgu”. Jakby tego było mało w domu nakurwia disco- polo, co dobija mnie całkiem.

Po chwili przed dom wychodzi ich matka. Ładna choć zniszczona. Rozciągnięta koszulka, obwisłe cycki, pod oczami wory, choć wygląda na nie więcej jak 25 lat.

Odpala papierosa i drze się na gnoi, że jak zaraz nie będzie spokoju, to każe staremu spuścić wodę z basenu. Wychodzi stary z browarem i mówi do niej, by dała mu szlugę.

Ona mu by spierdalał, bo slimów nie pali i w ogóle, że ma mało.

On zaczyna na nią ryj piłować, że zaraz wykurwi jej w łeb i zabierze całą ramkę.

Ona mu daje jednego, z ręki, by nie zajebał wszystkich.

Stary odgryza ustnik wypluwa go i palą, na ten czas jest spokój, gdy wracają do domu dziatwa zaczyna hardcore od nowa.

Po czterech godzinach napierdala mnie łeb i jestem kłębkiem nerwów. Chowam narzędzia do szopy i idę do gospodarza powiedzieć, że na dziś fajrant. Pani domu wypłaca mi kasę i spogląda na pana domu w porozumiewawczym geście. Wtedy on zaczyna, że mają za ścianą polską rodzinę i pewnie ich poznałem, i że dziś to jeszcze jest lajt, ale wieczorami to już całkiem dziki zachód i czy nie dałoby się z nimi zrobić porządku, a tak w ogóle to oni już ogrodnika mają, ale na urlopie i dlatego wzięli mnie, bo pomyśleli, że ja mógłbym im problem Polaków rozwiązać, bo to w sumie też jestem Polakiem i my takie problemy to powinniśmy we własnym zakresie załatwiać. Ja im że nie mam pomysłu, jak pomóc i że może policja, jak burdy. Oni że już zgłaszali i do councilu i na policje, ale oprócz interwencji i upomnień, nie zrobili nic, a w rezultacie sąsiad upierdolił im w Volvo którejś nocy lusterko, bo jak nie on to kto. Ja mówię, że przykro mi bardzo, ale nie wiem co można zrobić. Oni wtedy pytają, co z polską mafią i z kim mają gadać, by coś załatwić i oni są gotowi zapłacić, nie że za darmochę, by tylko sąsiadów ogarnąć. Ja mówię, że nic mi o takowej nie wiadomo. Oni wtedy że ok, nie ma problemu i jutro nie muszę przychodzić, bo ich ogrodnik wraca z urlopu i dziękują mi za pomoc. I że miło było poznać, w razie wu numer mają, jakby coś na przyszłość, będą dzwonić.

Myślałem nad jakimś sensownym komentarzem na koniec, złotą myślą od autora, jakąś nauką, puentą, może morałem, ale nic mi nie przychodzi do głowy. Prawda jest taka, że mógłbym wam pierdolić godzinami o tym jaką to nam opinię wystawiają co niektórzy i jacy tubylcy muszą być zdesperowani, że próbują szukać pomocy u polskiej mafii. Choć po tym dniu przyznam, że przydał by się taki mafijny resort do spraw na emigracji, do robienia porządku na naszym podwórku. Mógłbym się dalej nad tym rozwodzić lecz nie powiedziałbym wam nic, czego już nie wiecie.

Ale wpadł mi do głowy pomysł.

Niebawem przygotujemy i rozniesiemy ulotki po stu losowo wybranych domach w Edynburgu z ofertą zajęcia się niewygodnym sąsiadem – emigrantem. Z cennikiem. Od pakiety ekonomicznego – „have a word with him” do łamania rąk, strzelania w kolano itp..

Zobaczymy, jak wiele osób z badanej grupy gotowych było by pozbyć się niewygodnych sąsiadów? Nasuwa mi się kolejne pytanie ile owe osoby były by w stanie poświęcić aby rozwiązać ten problem i dodatkowo jakimi środkami? Maile z odpowiedzią na nasze ogłoszenia będziemy drukować na łamach Na pełnej kurwie.


Tekst: Deimien

Szkic: Clartiste

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments

comments