Wdowa cz.3 Amator konfitury

Uwielbiała zapach świeżo skoszonej trawy i to jak wilgotne źdźbła przyklejały się do jej stóp. Potrafiła godzinami brodzić przez łąki, delikatnie stąpając po miękkim, zielonym kobiercu, zanurzała swe smukłe stopy w chłodnych zroszonych źdźbłach, przeczesując je palcami.

Waldek z ojcem siedzieli oparci o koło ciągnika i kończyli swoje śniadanie – Chcesz jeszcze kompotu młody? – Zapytał chłopca, podając mu emaliowaną kankę, gdy spostrzegł zbliżającą się wdowę.

– Zobacz młody, zobacz jak, kurwisko diabła trawę tratuje, potem nie dziwne, że krowy nie chcą chlać – burknął Sinicki do syna, który spostrzegłszy kobietę spuścił wzrok w ziemię.

– Dzień dobry sąsiadko, a co tak sąsiadka rano na spacerek i do tego boso?

– Jak nie teraz to kiedy, panie Kazimierzu? Później na upał największy?

– Prawda. A w tym roku to już o ósmej daje popalić. Wczoraj moja Jaśka miała mlika wam przynieść, ale się grzmieć zaczęło tak, że się bała wyjść z chałupy, dziś pewno do was wstąpi zanim po krowy pójdzie.

– Postraszyło, postraszyło, a kropla deszczu nawet nie spadła.

– A no widocznie na Wisłę burza poszła, woda chmurę ściągnęła, jak zwykle, a i dobrze, bo jakby zlało to byśmy nie pokosili. Do sadu iść, jabłek se urwać, bo oblecą i gówno z tego. Nie opryskane, to i może niewyglindne, ale słodkie i zdrowsze za to. W skrzynkę zerwać i do piwnicy, jak nie obite to poleżą ho ho, jak siły niema po schodach na dół znieść, to Waldka wyślę, zniesie. Prawda młody? Pomożesz sąsiadce? – Chłopak skinął głową, nie odkrywając wzroku od ziemi.

– Myślałam o tych jabłkach na dniach oberwać i jabłecznika nastawić balon w tym roku.

– Pewnie, czemu nie. Cyderek dobry dla kobitki, mocy może niema, ale smaczny i krzepiący. Jak urwiecie skrzynkę to przyjść młodego zawołać, pewno gdzieś po podwórku będzie się kręcił.

– Dziękuję, pewnie skorzystam.
Upał szybko wygonił kobietę z łąki i poszła ukryć się przed słonecznym żarem do sadu, zabrała ze sobą niską drabinkę malarską i dwie duże, drewniane skrzynki.

– A ty co? Miss lipcowego wydania Działkowca chcesz zostać? – Zapytała Żaneta widząc uwijającą się na czubku drabiny kobietę.

– A nie zasłużyłam? – zaśmiała się głośno – Jakie plany na dziś ma moje małe, ciasne kaczątko?

– Powiesić się za Sinickiego stodołą, albo wjebać pod rozpędzony kombajn.

– Co to za nastrój masz dzisiaj taki, jakby ci ktoś smoczka z dupy wyjął?

– No bo weź… Mój facet obiecał, że przyjedzie na wieś mnie odwiedzi, a teraz mi pisze, że nie będzie w weekend się włóczył po żadnych wiochach.

– Widzę, że lubisz marnować czas na palantów, masz jego zdjęcie?

Żaneta wyciągnęła telefon z kieszeni, weszła w zdjęcia i podała go Darii.

– Ładny, ma taki delikatny typ urody… Ale palant. Nie marnuj czasu na uganianie się za palantami.

– Ja go kocham, więc wsadź sobie rady odnośnie Kuby w swoją obtartą od fruwania na miotle dupę.

– Żaneta, miłość to jedynie głębokodupne pojęcie, stworzone przez poetów, po to by mieli jak nazywać ten stan po imieniu, a tak naprawdę to nic innego jak zauroczenie, które z czasem mutuje na przyzwyczajenie. Szukaj partnera nie wedle kategorii ładnej, gładkiej buźki, lecz wedle tego jaki byt może ci zapewnić i jak mocno będzie stał za tobą. Spoglądasz w oczy i widzisz czy on patrzy na ciebie jak na kawałek szarlotki w który ma ochotę zapakować kutasa, czy jak wierny kundel, którego sensem życia jest lizanie cię po ręce i merdanie ogonem na każdy twój widok. Naucz się czytać z mężczyzn, zapewniam cię, że nie są skomplikowani. Bywają co prawda i tacy, za którymi i sam diabeł nie trafi, ale większość to proste, ciepłe misie, których prowadzą instynkty, nawyki i przyzwyczajenia. Żanetko, jesteś mądrą dziewczynką, ale tak dużo musisz się jeszcze nauczyć o facetach. Gdy poznałam Morciaka wiedziałam, że to jest on. Powoli pozwoliłam na to by się do mnie zbliżył, mimo, że młodszy był ode mnie o prawie dziesięć lat. Zatracił się bez opamiętania. Dałam mu sens na egzystencję, czyli siebie.

– Proszę, jaka skromna.

– Żaneta skocz do Sinickiego, powiedz by ten jego pierworodny onanista przyszedł i zniósł mi jabłka do piwnicy.

– Spadaj, sama sobie idź! Ten zjeb patrzy na mnie, jak na sukę w rui.

– Nie proszę cię o to byś się z nim przespała, tylko byś go tu zawołała.

– Nie, bo sobie zaraz upierdoli w tej swojej głowie i dopiero będzie mnie prześladował, wiesz że jak pierwszego dnia przyjechałam, to chyba pod moim domem przejechał rowerem ze sto razy?

– No proszę, jak to się nasz Waldeczek zadurzył – zaśmiała się – Żaneta idź po niego, zobaczysz będzie zabawnie, ja też za nim nie przepadam, bo jest pozbawionym taktu i manier tępym gnojkiem, ale mam pomysł. Poza tym dobrze mieć blisko siebie takich zadurzonych w sobie debili. Można z tego faktu wyciągnąć czasem korzyści. No idź!

– Sugerujesz mi, że mam go sfriendzonować?

– Friend co…?

– Friendzone nie czaisz? Ty nie możesz być, aż taka stara.

– No może i nie wiem co to znaczy, co w tym dziwnego?

– To jest jak facet się w tobie na maxa zajebie, a ty go masz za super fajnego kumpla i ogólnie lubisz z nim spędzać czas, ale jeśli chodzi o seksy, to wolała byś wystawić jego psu prędzej niż jemu. I wychodzicie razem na lody, piwo, kebsa i jest super. Ciśniesz mu po swoim byłym, mówisz o problemach i gdy robi się intymnie i blisko ten wyjeżdża zazwyczaj z tekstem, że spoko by było spróbować bo i tak jesteście prawie jak para albo z podobnym pierdoleniem. I ty mu w tym momencie musisz wyjechać z kopem w jaja w stylu – Ej sorry, mam cię od zawsze za dobrego przyjaciela, ale skoro ci to nie wystarcza to przykro mi… – coś w tym stylu, kumasz? A jak dalej będzie cisnął, wymiękaniem, że powinnaś dać wam szanse, poprawiasz z drugiego kopyta najlepiej tekstem, że idziesz do domu, a on ma ochłonąć i wcale nie musi cię odprowadzać. Wtedy szybko zmieni temat i po bólu. Ale Friendzone to dewiza blachar. Ja to mam tak, że jak facet mi się podoba to sama drapie, a jak nie to nawet mu nie robię nadziei.

– Co jest nie tak z tym młodym pokoleniem? – krzyknęła oburzona Daria – Jak można nie chcieć być kokietowanym? Nie ma nic przyjemniejszego od tego, gdy facet stara się i walczy o ciebie.

– Ta, jasne i gratulacje etykiety największej blachary na osiedlu, życzę księcia z bajki w seledynkowym Golfie i gromadki amstafów z chujowym rodowodem. Dobra pójdę po niego już. Bo mnie będziesz zamęczać tymi pierdołami. Tylko jak twój świetny pomysł zjebie mi humor jeszcze bardziej, to dajesz mi klucze do tej swojej winniczki i widzimy się za tydzień.

Po chwili wróciła, zła na wdowę, że dała jej tak niewdzięczne zadanie – Już idzie – burknęła pod nosem.

Zaraz zjawił się też Waldek, bez słowa wziął pierwszą skrzynkę i poszedł w stronę wdowy podwórka, ta otworzyła mu furtkę, a gdy on wrócił po drugą skrzynkę otworzyła kłódkę zamykającą drzwi do piwnicy, zapaliła światło i zeszła na dół po stromych, drewnianych schodach.

Waldek ostrożnie zniósł skrzynki i postawił je na samym końcu piwnicy, Żaneta usiadła na progu i przyglądała się im z góry.

– Poczekaj! – Krzyknęła wdowa, gdy młodzieniec doszedł do schodów, podeszła do niego od tyłu i podała mu mały słoiczek jabłkowej marmolady – Zanim pójdziesz, odkręć mi to – Chłopak wziął w ręce słoik i chwilę się z nim mocował, ostukał pokrywę o kamienną ścianę piwnicy i spróbował ponownie, tym razem przez koszulkę, pokrywka puściła, a on bez słowa podał słoik wdowie.

– Dziękuję Waldek, wiesz, nasza znajomość zaczęła się niezbyt udanie, a jako sąsiedzi powinniśmy trzymać się dobrych, przyjacielskich relacji, więc co powiesz na to byśmy puścili w niepamięć zamierzchłe incydenty i spróbowali od początku? Miałeś już pewnie okazję poznać tą piękną, młodą damę – mówiąc to wskazała na Żanetę – doszły mnie słuchy, że bardzo ci się podoba, czy to prawda? – Chłopak przytaknął zawstydzony.

– Żanetko! Waldek lubi sobie popatrzeć, pokażesz nam się? Daj nam tu mały show – Dziewczyna wstała z progu, zeszła trzy stopnie w dół po schodach i zapytała – To prawda? Lubisz na mnie patrzeć? – Chłopak nie odpowiedział, tylko stał nie spuszczając z niej oczu.

– No mała, stać cię na więcej, pokręć nam tą dupcią! – powiedziała wdowa i zsunęła młodzieńcowi spodnie – Niech pani zostawi! – krzyknął i już chciał poprawić dół swej garderoby, gdy ona powstrzymała go, nabrała na palce jabłkowej marmolady, rozprowadziła ją na swych dłoniach i powoli zaczęła masować jego penisa – No Waldek, myślałam, że lubisz ręczne zabawy. – Podniecony młodzieniec oblizywał suche wargi, nie spuszczając wzroku z wachlujących bioder Żanety, ta widząc w jakim stanie się znajduje podciągnęła wysoko jeansowe mini i odchyliła majtki ukazując mu swoje dwie słodkie dziurki, w tym samym momencie chłopak strzelił na znajdujący się na poziomie jego bioder schodek.

– O jaka szkoda, nie doczekał finału przedstawienia, do poprawki? – Zapytała Daria.

– Tak jest! Do poprawki – odpowiedziała Żaneta.

– Potrzebujemy więcej marmolady i jakiś bodziec by postawić tego zucha na baczność. Czy mamy tu jakieś słodkie stópki?

– Lecą słodkie stopki! – wydała komendę Żaneta, usiadła na stopniu, zsunęła swoje baleriny i podsunęła bose stopy Waldkowi pod nos.

– Całuj je! – rozkazała wdowa.

– Nie całuj, tylko liż i ssij paluszki! – poprawiła ją Żaneta i oparła stopę na jego policzku. Chłopak zrobił posłusznie, co kazała, a dłoń kobiety powróciła na jego przyrodzenie – No Walduś, ciotka Daria wydoi cię dziś do sucha jak młodą jałówkę – Chłopak nie zwracał na nią najmniejszej uwagi, a jego język świdrował między palcami Żanety – Jakie to przyjemne – powiedziała – Bałam się łaskotek, ale jest bosko! – w tym momencie chłopak doszedł ponownie.

– To co, trzecie dojenie? – zapytała dziewczyna.

– Nie, wystarczy, niech wraca do domu, póki Kazik jeszcze nie przyszedł tu za nim, bo oprócz jałówki będę też miała do wydojenia byka.

Chłopak poprawił spodnie i wyszedł z piwnicy mijając bez słowa Żanetę.

– Do następnego dojenia krówko! – krzyknęła do niego przez ramię, a on nie odpowiedziawszy przyśpieszył kroku.

– Chłopak jest nasz – powiedziała wdowa.

– No to teraz dopiero będą Sinickim marmolady schodzić, jak młody zacznie jebać pamięciówki.

– Stara Sinicka nie nadąży smażyć – wybuchła śmiechem wdowa – I co, poprawił ci się humor?

– Tak. Ale do pełnego szczęścia potrzebna mi jeszcze butelka twojego wina.

– Więc chodźmy, mam dziwne przeczucie, że czeka na ciebie cała butelka wina z malin w mojej sypialni i jak będziesz miła, to może ci nawet ktoś possie paluszki.

– Paluszki są Waldka, ty możesz mi co najwyżej possać cipkę.


Tekst: Deimien

Modelka: Lacrima_Mosa

Fotograf: Romek Piątek


Więcej prac Romka Piątka na:

FACEBOOK

https://www.facebook.com/DarkAngelFoto/


Zobacz również:


Chcesz być na bieżąco? Koniecznie daj nam lajka na Facebooku!!!

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments

comments