Wdowa cz.2 Przestań mi paniować

Plac pomiędzy należącym do niej podwórkiem, a podwórzem Sinickich był jej rajskim gajem. Całą jego długością ciągnęły się stare, wysokie drzewa jabłoni. Wzdłuż płotu, po obu stronach placu porastały gęste krzaki malin i porzeczek. Pod jedną z jabłonek stało wielkie siedzenie pochodzące ze starego autobusu, które ojciec jej męża wiele lat temu przytargał ze złomowiska i zadaszył, by nie zgniło od deszczu. Przesiadywała tu całymi dniami z książką, termosem herbaty i z talerzykiem faworków, sernika bądź innego ciasta, w zależności co wcześniej przygotowała.
Tego dnia zaplanowała sobie, że nie ruszy się z miejsca dopóki nie skończy swej książki. Był początek czerwca i choć dni były gorące to poranki potrafiły być jeszcze naprawdę chłodne, a nawet mroźne o czym często świadczył szron na trawie.
Mimo, że budziła się zawsze zaraz po świcie, gdy tylko pierwsze promienie słońca wpadły przesiane przez firany, była zdania, że z racji tych zimnych poranków, nie ma sensu wcześniej opuszczać łóżka, jak przed godziną dziesiątą. Wstawała wtedy, wykonywała czynności związane z poranną toaletą, pakowała termos, ciasto, ciepły koc i przenosiła się na kanapę pod jabłonią.

Gdy minęła szesnasta i miała iść po kolejny termos herbaty zauważyła dziewczynę idącą od drogi w jej kierunku. Udała, że jej nie widzi, nie odrywając oczu od książki. Dziewczyna podeszła powoli i zapytała – Co pani czyta?

Wdowa podniosła wzrok i zobaczyła niską, chudą dziewczynę w czarnej sukience i trampkach.

– Annę Kareninę – odpowiedziała.

– Nie czytałam, ale znam! – odparła dziewczyna – Film widziałam na podstawie książki, dobra historia. Pani jest tą… mieszka pani po Morciaku?

– Czarownicą? Chciałaś zapytać?

– Ludzie tak mówią, ja tam nic takiego nie mówiłam. Mieszkam na górce, na przeciwko sklepu – powiedziała zmieszana, próbując zmienić niezręczny temat – znaczy, nie mieszkam, tylko stary mnie zsyła na wakacje, bym jak twierdzi nie miała styczności z moimi „długowłosymi ćpunami z sekty czarnych koszul”. Mogę z panią usiąść i sobie zajarać? Pali pani? – podsunęła kobiecie pod nos paczkę Marlboro.

– Nie, dzięki, nie palę. I przestań mi paniować.

– Ok. Ale nie przeszkadza pani dym?

– Przeszkadza. Ale pal, może nie umrę – odpowiedziała z uśmiechem.

– Jestem Żaneta – dziewczyna wyciągnęła prawą dłoń, ówcześnie przekładając papierosa do lewej ręki.

– Daria. Miło mi, i nie pani Daria tylko Daria. Ok?

– Ok. Ok… Jak ktoś taki jak ty znosi tutaj pobyt? Ja po trzech dniach już mam ochotę uciec z krzykiem.

– Przyzwyczaiłam się…

– Czyli podoba ci się tu?

– Nie, nie podoba, znaczy podoba i nie podoba, lubię tę ciszę i spokój.

– Ale chcesz tu być?

– Tak i nie. Właściwie nie wiem, gdzie chciałabym być. Nie mam swojego miejsca, gdzie bym chciała mieszkać, żyć – o tak.

– A ta cała Mongolia, co się o tobie tak wyraża?

– Masz na myśli miejscowych? – zapytała, wybuchając śmiechem – Ludzie jak to ludzie, wszędzie są idioci, ale też zdarzają się wartościowe osoby. Ważne by tych pierwszych trzymać z dala od naszego życia.

– Nie zawsze się da, oni tu wszystko widzą i wiedzą i zaraz donoszą mojemu ojcu.

– Tu ich wścibskie oko nie sięga.

– Jasne! Tu chyba zagląda najwięcej szpiegów, by mieli o czym plotkować – mówiąc to skinęła ukradkiem, wskazując Sinickiego, który układał pod starą szopą drewno niespuszczając ich z oka.

– Przejmujesz się nim? Jakimś starym pierdem, który i tak co będzie miał ludziom powiedzieć to powie – pochyliła się nad dziewczyną niemal kładąc się na niej i otarła leciutko nosem o jej nos.

– Zwariowałaś! – Żaneta wybuchła śmiechem i podskoczyła, cofając się lekko do tyłu – Mają mnie za ćpunkę, jeszcze tylko brakuje do kompletu by mnie okrzyknęli lesbą.

– Przestań się przejmować tym, co mówią o tobie inni, reputacja jest pojęciem względnym i w zależności od środowisk ma różne oblicze. Prowadź się tak jak podpowiada ci instynkt, a nie jak życzy sobie twój ojciec i miejscowa Mongolia.

– Kradniesz mój tekst.

– Pożyczam, idę po termos gorącej herbaty, idziesz ze mną? Czy nadal się boisz etykiety lesby, jaką ci przyklei pewnie Sinicki?

– A masz piwo?

– A nie mam. Ale mam całą piwniczkę swojskiego wina.

– Miodzio! Pani przodem!

– Jeszcze raz…!

– Czarownice przodem! – poprawiła się dziewczyna.

– Tak lepiej! – Uśmiechnęła się Daria i uszczypnęła Żanetę w tyłek, puszczając Sinickiemu jednocześnie oczko.


W domu wdowy panował wręcz nieskazitelny porządek, wszystko miało swoje miejsce, a stół zdobił śnieżnobiały bieżnik i wazon świeżych kwiatów. Wdowa wzięła do ręki czajnik i wypełniła go wodą, następnie postawiła go na palniku kuchenki, lecz zamiast odpalić gaz, dopadła dziewczynę, przycisnęła do białego kredensu i zaczęła namiętnie całować. Żaneta odwzajemniała przez chwilę jej pocałunki, lecz po chwili zapytała – Obiecałaś mi wino?

– Obiecałam? – zapytała, podeszła do lodówki i wyciągnęła napoczętą butelkę, następnie pochwyciła dziewczynę za rękę i pociągnęła za sobą do sypialni. Tam zrzuciła z siebie kwiecistą sukienkę, pozostając tylko w czerwonych, koronkowych majtkach, ułożyła się na łóżku i rozlała wino na swych piersiach – Chodź tu i pij! – powiedziała do dziewczyny, która położyła się na niej i zaczęła zlizywać lepkie wino z jej ciała. Zawartość butelki powolutku sączyła się na piersi, brzuch, uda, a ona zlizywała je z niej łapczywie. – Chcesz więcej? – zapytała i zsunęła z siebie przemoczone majtki, następnie wyżęła je w szeroko otwarte usta dziewczyny. Rozchyliła swą cipkę palcami i rozlała zawartość reszty butelki – Pij! – dziewczyna delikatnie zaczęła sączyć czerwoną ciecz z jej cipki. Sięgała językiem coraz głębiej i głębiej, aż smak wina zastąpił smak soków Darii.

– Chce więcej! – powiedziała. Daria podniosła się i poszła do barku po kryształowy kielich i butelkę, wypełniła go winem i podała dziewczynie, a sama zadarła jej sukienkę i zsunęła majtki – Zobaczmy teraz twój pucharek – Żaneta rozłożyła szeroko nogi, a ona opadła ustami na jej cipce. Oddech dziewczyny stawał się coraz cięższy, wychyliła swój kryształ do dna i opadła na łóżko prężąc się jak kot i cichutko jęcząc.

Wdowa wbiła paznokcie w jej uda trzymając ją w kleszczach, a jej język świdrował w niej głęboko.
– O ja pierdole! – krzyknęła Żaneta, drgnęła w spazmie i opadła na łóżko ciężko dysząc – Miałam orgazm – uśmiechnęła się.

– Co w tym takiego dziwnego, pierwszy raz miałaś orgazm?

– Nie, ale nigdy z kimś, zawsze… no wiesz… na samoobsłudze.

– Czyli ty…

– Miałam wielu kochanków, ale żaden nigdy nie doleciał do końca, znaczy sami się schlapali, ale… nie żeby byli beznadziejni, to ja jestem jakiś długo dystansowiec chyba.

– Ze mną poszło ci migusiem.

– Ty coś robiłaś inaczej, sama bym się szybciej nie wypieprzyła, magia ust i języka czarownicy z bagien. Nie wracajmy do sadku, zostańmy w łóżku – zaproponowała Żaneta i przytuliła się do Darii, po chwili zasnęły.

Żaneta odwiedzała kobietę niemal co dzień, uwielbiała jej towarzystwo, a i Daria bardzo polubiła dziewczynę, choć drażnił ją jej wulgarny język i sposób bycia, ten rażący element chłopczycy, której było bliżej do skakania po drzewach i strzelania z procy, niż sznurowania się w gorsety. Drażnił też ją jej brak taktu i ogłady. I wszystkiego co powinna mieć młoda dama. Ale potrzebowała jej towarzystwa, jej ciągłego mamlania ozorem i pytań. Na dziwny sposób uwielbiała jej zapał i siłę, jej pełnię życia. Była jej oknem na tu i teraz. Lunetą na wszystko, co wykraczało poza jej mały świat.

Mała z kolei widziała w niej kogoś kontrowersyjnego, kto łamie zasady i szokuje samym swoim „jestem”. Nie pasujący element społeczności, czarną owcę, swą przyjaciółkę i mentorkę.


Tekst: Deimien

Modelka: Lacrima_Mosa

Fotograf: Romek Piątek

Gościnnie:

Modelka: Corelips Photomodel


Więcej prac Romka Piątka na:

FACEBOOK

https://www.facebook.com/DarkAngelFoto/


Zobacz również:


Chcesz być na bieżąco? Koniecznie daj nam lajka na Facebooku!!!

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments

comments