Wdowa cz.1: Podglądacz

– Ten pieprzony baniak waży chyba z tonę! – zaklął Waldek, poprawiając paski opryskiwacza wrzynające mu się w ramiona, następnie podpompował go za pomocą zamontowanej z boku kanistra dźwigni i ruszył wzdłuż rządka młodych krzaków ziemniaków, polewając je obficie brunatną cieczą. Słońce, mimo wczesnej pory, paliło całą swą mocą. Chłopak zatrzymał się, podniósł głowę i otarł pot z czoła. Stał tak przez chwilę, wlepiając wzrok w głąb podwórka wdowy po Morciaku. To jest mój szczęśliwy dzień – pomyślał, zrzucił opryskiwacz z pleców na ziemię i zanurkował w głęboką trawę, podczołgując się powolutku pod zwalone drzewo za domem wdowy.

Ubrana w długi, zapinany na guziki fartuch kobieta, wciąż trzymając w ręce korbę od studni, pochwyciła za wiszące na łańcuchu, po brzegi wypełnione wodą wiadro, po czym przelała ją do wielkiej blaszanej miednicy stojącej na ziemi. Chłopiec szeroko się uśmiechnął, świadom czekającego go widowiska, a jego ręka powędrowała do spodni.

Wdowa budziła wiele kontrowersji. Pojawiła się znikąd, nie wiadomo kiedy. Wielce różniła się od ludzi mieszkających we wsi. Wielka pani z miasta, w której zakochał się wiejski, dużo młodszy od niej chłopak, po czym zabrał ją do siebie. Bogobojni i prości miejscowi nie przepadali za nią, mieli ją za wiedźmę i dziwaczkę. Wiecznie czarno ubrana, zawsze w ręku z książką bądź z pamiętnikiem z którym nigdy się nie rozstawała, prawie nie odzywała się do nikogo. Zawsze myślami gdzieś daleko, rozmarzona, unikała ludzi. Mówiono o niej różne rzeczy. Wciąż była tematem plotek. Jedni mówili, że widywali ją nocą w stajni, gdy przechadzała się zupełnie naga miedzy końmi. Drudzy, że odprawia nieustannie jakieś pogańskie rytuały, tańcząc wokół palonego w sadzie ogniska. Ksiądz proboszcz z miejscowej parafii twierdził, że to czarownica, samemu diabłu obiecana. I gdy razu jednego, po kolędzie z ofiarą chodził, i do drzwi zapukał, tylko w czarnej, koronkowej podomce, na pokuszenie go przywitała. Nawet ojciec Waldka zawsze nosił ją na języku i powtarzał chłopcu, żeby się trzymał od takich jak ona z daleka, bo to baba próżniak, do niczego nie zdatna. Nie ugotuje, przy domu nie zrobi, a o pracy na roli to już w ogóle nie było mowy. Do tego jeszcze jałowa pewnie, bo Morciakowi potomka przez te lata nie dała. Tylko mąż kochał ją nad życie. A wszelkie ataki na nią odpierał i nie dopuszczał słów krytyki pod adresem małżonki. Ludzie twierdzili, że go zaczarowała, że to urok jakiś był. Gdy zginął kilka lat później w wypadku, wdowa sprzedała cały dobytek, zostawiając tylko dom, kawałek ogrodu, mały sad jabłoni i podwórko.

Kobieta powoli rozpięła fartuch i zsunęła go z ramion, odsłaniając duże, jędrne piersi, brzuch i gładko wygolone łono. Lniany fartuch ześliznął się po jej bladym ciele, opadając lekko na porastającą okolice studni gęstą trawę. Schyliła się by namoczyć biały, niewielki ręcznik, po czym wyżęła go delikatnie nad miską. Oparłszy stopę na betonowej obręczy studni, zaczęła nim obmywać swe ciało, co chwila płucząc go w zimnej, czystej wodzie. Począwszy od szyi, schodziła na coraz niższe partie ciała: na ramiona, piersi, pachy, powoli i subtelnie rozciągając lodowatą wilgoć ręcznika na swej skórze, kropelki wody spływały po jej brzuchu, wzgórku łonowym i nogach. Jej ciało szybko pokryła gęsia skórka, a sutki poczęły sterczeć, mocno rysując się na jej piersiach.

Ukryty za zwalonym pniem Waldek masturbował się, co chwila oblizując wysuszone od słońca wargi. Nawet na chwilę nie spuszczał wzroku z owego widowiska, jakie zgotował mu marnie zapowiadający się poranek. Patrząc na wdowę wydawało mu się, że spogląda w jego stronę zalotnie, uśmiecha się do niego świadoma jego obecności i tego co właśnie robił. Lecz nie obchodziło go to teraz. Czuł, że zaraz dojdzie, rozlewając się obficie na korze zwalonego drzewa. Gdy już był bliski finału usłyszał głos kobiety.

– No wyjdź już młody człowieku z ukrycia… Wyjdź! Wiem, że tam jesteś! No już! – powiedziała z nutą drwiny i pogardy w głosie.

Chłopak słysząc to wstrzymał oddech i zastygł bez ruchu, przywierając mocno do ziemi.

– No już! Wyjdź zza tego drzewa, ja nie gryzę! – powtórzyła bardziej stanowczo. Waldek, leżał tak jeszcze przez chwilę z odrobiną nadziei, że może jest jeszcze ktoś inny, za całkiem innym drzewem i to wcale nie jego dojrzała kobieta, lecz po chwili wstał zawstydzony, uprzednio poprawiając materiałowe spodnie – Ale nie powie pani ojcu? – zapytał.

– Ładnie to tak podglądać damę? – odpowiedziała pytaniem kobieta – Zbliż się! Nie ugryzę cię! – Chłopak podszedł powoli ze wzrokiem wbitym w ziemię, unikając patrzenia na nagie ciało kobiety.

– To co, mały zboczeńcu? Nagle odechciało ci się na mnie patrzeć? Spójrz na mnie! Możesz obejrzeć mnie teraz z bliska. Możesz mnie dotknąć, jeśli chcesz. Chciałbyś ich dotknąć? – zapytała kobieta, po czym chwyciła go za rękę i położyła na swych piersiach, przesuwając ją powoli z góry na dół. Podniecony chłopak nie odpowiedział, tylko przełknął nerwowo ślinę, błądząc wzrokiem po nagim ciele kobiety – O tak, chcesz tego i to bardzo, prawda mały podglądaczu? – mówiąc to ujęła delikatnie jego głowę i ułożyła ją na swym biuście.

Chłopak złapał rękami mocno za jej piersi, zaczął je miażdżyć i ściskać, jednocześnie ssąc łapczywie ich sutki.

– Wystarczy! – krzyknęła kobieta, której nie spodobała się nachalność chłopaka i odepchnęła go od siebie – Pokaż mi co tam masz! No już! – powiedziała wskazując na jego spodnie, po czym uklękła przed nim i zsunęła je powoli wraz z majtkami z bioder. Wciąż pobudzony penis wyskoczył z nich stając na baczność – No nie masz się bardzo czym pochwalić – skomentowała, śmiejąc się na widok niezbyt okazałego członka chłopaka, po czym ujmując go ustami, zaczęła powoli i delikatnie ssać. Mokra od śliny męskość chłopca pojawiała się cała, by po chwili zniknąć w jej ustach, aż po samą nasadę. Chłopak w przypływie doznań pochwycił głowę kobiety i zaczął szybko i energicznie poruszać biodrami – Ssij go mocno wiedźmo! Wiem że to lubisz! Ssij go dziwko! – powtarzał, wpychając jej mocno i brutalnie penisa w usta.

– Hej! Hej! Młody człowieku! To tak demonstrujesz przede mną swoją męskość? – zapytała oburzona, odpychając go od siebie – To tak młodzieńcy postępują z damami? Nie chcę byś mi już skończył – mówiąc to zaczęła delikatnie całować i muskać językiem jego jajka. W tej samej chwili penis chłopca drgnął kilkakrotnie w spazmie, po czym strumień gorącej spermy rozlał się na jej policzku i uchu.

– Ty mała, pieprzona świnio! Co to miało być? To już wszystko? Pieprzony prawiczek!

– Przepraszam, proszę pani. Ja nie chciałem – powiedział zmieszany chłopak, oddychając ciężko.

– Chodź tu! Klękaj! – powiedziała, wstając na równe nogi, w tej samej chwili chłopak przyjął jej wcześniejszą pozycję. Kobieta przyciągnęła go za włosy, przyciskając usta do swojego łona. Chłopak jęknął z bólu i uderzył nosem o miękki wzgórek łonowy – Liż mnie! No już! – chłopiec zaczął niezgrabnie wwiercać się w kobiety cipkę, szorując językiem z góry na dół – Kurwa! Nawet tego nie potrafisz, ty mały debilu? Tak prosta czynność jak lizanie sprawia ci trudność? Wsuń we mnie swój nos! No już, chcę byś wiedział jak pachnę, jak pachnie kobieta. Oddychaj w niej głęboko. Poczuj moją woń, może ci się podniesie! – chłopak oddychał ciężko, z nosem utkwionym głęboko w jej cipce. W tym samym czasie kobieta, wykonywała małe, okrężne ruchy biodrami – Wystarczy! Muszę cię ukarać! Wiesz o tym? Skoro nie potrafisz być mężczyzną, zobaczymy jak się sprawisz w roli kobiety. Połóż się tam! – powiedziała, wskazując ręką szeroki pieniek, nieopodal zwalonego drzewa za którym się chował. Chłopak szybko podniósł się z ziemi i zrobił posłusznie o co prosiła – Na brzuchu nie na plecach, do cholery! – chłopak przekręcił się na brzuch, nerwowo spoglądając na kobietę. Wdowa odwiązała, z niewielkich słupków stojących przed domem, sznur do wieszania prania, po czym podeszła do chłopca.

– Ręce! – rozkazała.

– Co pani zamierza? – zapytał mocno wystraszony chłopak.

– Ręce powiedziałam! – powtórzyła, okładając go pozwijaną liną po plecach.

Chłopiec trzęsąc się, podał jej nadgarstki, które starannie i mocno skrępowała, potem zrobiła to samo z jego nogami, a na koniec zwisające kończyny mocno obwiązała wokół pnia, co niemal całkowicie skrępowało chłopaka ruchy.

– Nie bój się kochanie. Spodoba ci się – mówiąc to obeszła go od tyłu, po czym zaczęła całować i masować jego chude uda. Liżąc je powolutku, delikatnie pieściła i lekko kąsała śnieżnobiałymi ząbkami – Widzisz. Nie jest tak strasznie, a ty się bałeś głuptasie – rozchyliła delikatnie pośladki chłopca i wcisnęła język w jego odbyt, liżąc go, by po chwili wsunąć tam palec. Gdy już go rozluźniła, wstała i zapytała – Podoba ci się? – Chłopiec nie odpowiedział, tylko upokorzony i wściekły, wpatrywał się w ziemię – Zaraz wrócę – powiedziała z uśmiechem i skierowała się w stronę domu. Znikła na chwilę w sieni, by powrócić z długim, zielonym ogórkiem.

– Kochanie jak wiesz, ogórasy nie są tak gładkie, jak mój języczek czy paluszek, a właściwie bywają szorstkie, więc może troszeczkę boleć.

Gdy wcisnęła ogórek w odbyt chłopca, ten zawył z bólu, po czym zaczął krzyczeć – Ty jebnięta suko! Puść mnie! Ty głupia czarownico, zobaczysz zemszczę się! Wrócę tu i wsadzę ci w dupę dyszel od wozu! Wypuść mnie! Rozwiąż mnie, proszę! Nikomu nie powiem!

– Nie krzycz. Obiecałeś, że będziesz grzeczny. Poza tym przecież jesteś twardzielem, prawdziwym mężczyzną. To przecież chciałeś pokazać przed chwilą. Czyż nie? A twardziele nie płaczą i nie krzyczą jak małe dziewczynki. Musisz być dzielny. Mam coś dla ciebie – mówiąc to podniosła czerwone, koronkowe majtki z trawy i wcisnęła mu do ust – No! Teraz będziesz cicho.

Wciskała ogórka w odbyt chłopca, coraz to głębiej i szybciej, który z każdym wysunięciem stawał się bardziej zakrwawiony. W tym samym czasie podciągnęła mu koszulkę nad głowę, siadając na karku i zaczęła mocno trzeć mokrą cipką, o jego wystające kręgi na kościstych plecach. Chłopak wił się z bólu i próbował uwolnić szarpiąc więzy. Ruchy bioder kobiety stały się szybsze i bardziej energiczne. Aż w końcu odrzuciwszy ogórka, wbiła paznokcie w chłopca pośladki i opadła ciężko na nim, całując zakrwawione uda. Leżała tak przez chwile, po czym usiadła obok pnia na trawie, uśmiechnęła się, głaszcząc go czule po twarzy, po której wciąż ściekały łzy. Podniosła z ziemi mokry ręcznik którym wcześniej obmywała swe ciało i przyłożyła mu do zakrwawionego odbytu.

– Już słońce, nie boli. Widzisz? Powinieneś mi podziękować. Myślę, że to cię nauczy jak postępować z damą. Musisz brać na siebie konsekwencje tego co robisz i mówisz do kobiety, zrozumiałeś? – zapytawszy wyciągnęła majtki z jego ust – Czy jutro też mnie odwiedzisz? – zapytała zalotnie. Chłopiec nie odpowiedział.

– Myślę, że będzie lepiej jak już pójdziesz – odparła, przecinając krępującą go linę.


Tekst: Deimien

Modelka: Lacrima_mosa

Fotograf: Romek Piątek


Więcej prac Romka Piątka na:

FACEBOOK

https://www.facebook.com/DarkAngelFoto/


Zobacz również:


Chcesz być na bieżąco? Koniecznie daj nam lajka na Facebooku!!!

2 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments

comments