Córka katechetki

Matka ciągle powtarza, że mam za duże cycki, że takie cycki to się podobały i może, ale w jej czasach młodości, a nie teraz, gdzie moda taka „fiu-bździu”. Do tych teraźniejszych fasonów to lepsze cycki skromniejsze, mniej wulgarne. Nie, że całkiem płaskorzeźba, po prostu, że te cycki są, ale nie aż takie jak u mnie. Matka mówi, że te moje cycki to kara jakaś boska, bo co bym nie założyła to przez te wszystkie wcięcia, dekolty, wygryzienia wyglądam jak kurwa z trasy. I prędzej czy później ktoś mi łatkę kurwy przyszyje. I to bez znaczenia, czy będę się prowadzić dobrze czy źle, właśnie przez te cycki moja etykieta ucierpi, bo ludzie są złośliwi. A jedynie komu taki biust może się podobać to starym zboczeńcom, z wykolejonym gustem z czasów mojej matki, bo oni to takie cycki zawsze lubili i mimo, że czasy się zmieniły i takie cycki wyszły z mody, to im pozostało. A młodego kawalera taki rozmiar biustu tylko odstraszy i będzie mi przez to trudno znaleźć męża. Nawet jeśli trafię na chłopca, który taki biust lubi, to ona takiego zięcia nie chce, bo to już z góry wiadomo, że tylko jedno mu w głowie. A ona takich jak on to poznała na wylot i niczym się nie będzie różnił od tych moczymord jej pokoleniowych, co aby ślepia otworzą i pod sklep. A teraz, ktoś widział młodych by przestawali całymi dniami pod sklepem i pili? Nie! A u tych meneli to od zawsze butelka w ręku, choć jak twierdzi – kiedyś, jak była młodsza, to tak jej nie raziło, bo jak młody chłopak to mu jeszcze ta butelka pasuje, a stary chuj to wygląda co najmniej obleśnie.

Matka nie ma tak do końca racji, bo nie wie, że teraz chłopaki nie piją, bo ćwiczą i zamiast do baru, latają na siłkę, poza tym teraz w modzie narkotyki bardziej i co balet to każdy na pigułach, a na co dzień trawa. Wypić też im się zdarza, ale nie na widoku, przeważnie na imprezach zamkniętych i to czasem nawet porządnie, a wtedy kapota, rzyganie, burdy, jak zwierzęta. A jak po wypiciu na miasto pójdą to już w ogóle. Jak nie wyjmą jakiegoś radia z samochodu, to kogoś przekopią. Gorzej jak ci z matki wieku, co ich tak bardzo krytykuje, bo choć pijani czasem kogoś zaczepią, to tak pogadać tylko, ale problemów to żaden nie szuka.

Choć matka nie może na mój biust patrzeć, to Patrycji podoba się on bardzo i zawsze mi go zazdrościła.

– Dasz dotknąć? – pyta, a potem bawi się nimi, tłumacząc przy tym, jak bardzo takie zajebiste cycki się u mnie marnują. Jak dużo by za takie dała, ile by mogła z takim biustem osiągnąć, i że to niesprawiedliwe, że zawsze cnotki dostają w przydziale najlepsze cycki, choć nie są im one do niczego potrzebne, a ona, co medialna i w obrocie, dostała dwie krosty. Patrycja powtarza mi ciągle, że jak dalej się będę tak słuchała matki, to nigdy nie będę miała fajnego faceta. No może lamusa z drugiego sortu, co inne go nie chciały, a ja złapie się go w akcie desperacji, by nie umrzeć starą panną, a co gorsza dziewicą.

Twierdzi, że im szybciej zacznę się pieprzyć tym lepiej. Bo cnotek niewydymek to chłopaki nie lubią i na takie to szkoda im czasu, a jak wiedzą że coś da radę to się starają i wtedy tak naprawdę czujesz, że żyjesz, gdy jesteś kokietowana. A tam gdzie chłopaki, tam jest życie. Latasz z którymś to masz szacun i im bardziej medialny facet tym ten szacun większy. Dużo zyskane – mówiła – a że wystawiasz dwa razy w tygodniu, to też nie problem, traktuj to jak pomoc w odrabianiu lekcji, nie musi ci się podobać, a dla nich to wiele. Nie bój się, to nie boli, wystawiasz czekasz i zaraz kończą. Tylko się pilnuj, by w kolejarza nie wpaść.

Raz o jednej takiej mi opowiadała, co ją na działki wzięli, i że ona tak z dwoma z ósmych klas poszła, ale potem przyszło jeszcze dwóch i to starszych, dorosłych już facetów i ją we czterech w kolejarza wzięli, to ją tak przez pół nocy męczyli, a ta głupia zamiast się z tematem przespać, nauczkę wyciągnąć i na przyszłość uważać, to na skargę do matki poleciała, a matka od razu pedagog szkolny, policja i afera na cały Radom. Tamtych dwóch z ósmej klasy ze szkoły lotka, a starych w kryminał. Wszystkich na nią, że ormowiec nakręcili, tak że życia nie miała, raz ją tak dziewczyny po szkole skopały, że pod stojącego pod strażą żuka się wczołgała. Strażacy z okna wszystko widzieli, i znów afera. Ale po tym incydencie matka gdzieś ją do innej szkoły przeniosła i był spokój.

O Patrycji każdy mówi, że to lodziara, ale dla mnie jest najfajniejszą laską w szkole i moją najlepszą i chyba jedyną koleżanką. Przez jej ubiór i reputacje matka zabraniała mi się z nią przyjaźnić, podsuwając mi na siłę rudą Kaśkę, córkę wuefisty i prymuskę z najwyższą średnią, która nie dość, że brzydka, niemedialna, to jeszcze do tego śmierdzi jej z ust próchnicą. W szkole nikt jej nie lubi i wszyscy się z niej zbijają.

Jednego razu w szkole pękła rura, woda zalała całe pierwsze piętro, więc puścili nas dużo wcześniej, gdy weszłam do domu usłyszałam, że ktoś u nas jest. Zdjęłam cicho buty i zajrzałam do środka.

Na środku pokoju stał pan Góriński, z dołu, ojciec bliźniaczek, z którymi bawiłam się, gdy byłam mała, a przed nim klęczała moja matka i ssała mu fiuta, głośno przy tym mlaskając i mucząc jak krowa. Góriński mnie zauważył pierwszy, odskoczył od mojej matki, zapiął w pośpiechu spodnie niemal przecinając sobie kutasa i wybiegł z naszego mieszkania, mijając mnie bez słowa. Matka wciąż klęcząc na dywanie wybuchła płaczem i zaczęła się na mnie drzeć, jakby to ona przyłapała mnie na obciąganiu naszemu sąsiadowi, że niczego nie rozumiem, że to tak tylko wyglądało i że to wcale nie było dla przyjemności, tylko z wdzięczności, bo pan Góriński nam zawsze we wszystkim pomaga, bo kobiecie samej z córką jest trudno, jak chłopa w domu brak, a to tak się nie da bez męskiej ręki. I ten karmnik dla ptaków na pracę technikę, co kiedyś dostałam piątkę, to też on. I to wszystko przez ten pieprzony mój karmnik, bo od niego się zaczęło. A potem wzięła mnie za rękę i powiedziała, bym nigdy nie ważyła się nikomu o tym powiedzieć, bo z panią Górińską jest słabo i pewnie wiadomość o tym by ją zabiła, a chyba nie chcę mieć jej na sumieniu, po tym jak upiekła dla mnie makowiec i tort na dwunaste urodziny. Od tego czasu miałam luz i mogłam się kumplować z Patrycją.

Ojca pamiętam jak przez mgłę, pamiętam, że znał tysiąc sztuczek karcianych, sadzał mnie przed sobą na taborecie w kuchni i kazał wybrać kartę, śmiał się, bawił mnie kartami, robiąc śmieszne miny i popijał nalewkę.

Matka katechetka twierdziła, że karty to zło i deprawacja, tak że jak tylko zobaczyła, że ojciec się popisuje zaczynała awanturę – Pacierza byś ją nauczył, chuju głupi, a nie…! – krzyczała, a dalej już kłótnia. Uciekałam wtedy i zamykałam się w swoim pokoju. Ojciec zostawił nas, gdy miałam sześć lat. Uciekł z dyspozytorką PKS i osiedlili się w Szczecinie. Napisał matce, by go nie szukała i o alimenty się nie martwiła, bo on będzie płacił. I płacił, lecz to by było na tyle. A potem przypomniał sobie o nas gdy miałam trzynaście lat. Przyjechał jak gdyby nigdy nic i prosił matkę o szansę, by spróbować raz jeszcze. Matka się rzecz jasna nie zgodziła, wyzywając go od przeróżnych. Potem poprosił ją o możliwość widywania się ze mną, z początku się nie zgodziła, lecz po moich namowach uległa. Więc przyjeżdżał w weekendy, a w ferie zabrał mnie do siebie, z radością pojechałam, obiecując matce, że co dzień będę dzwonić i jej zdawać szczegółowe relacje. Pierwsze dni były cudowne. Ojciec zabierał mnie wszędzie i obsypywał prezentami. Czwartego dnia. gdy wróciliśmy do domu z ZOO zaproponował mi kieliszek, ja mu że matka mi nie pozwala pić, a on że to tylko nalewka, więc się skusiłam, potem obejrzeliśmy film i położyłam się spać.

W środku nocy wyrwał mnie ze snu czyjś dotyk. Otworzyłam oczy. W pokoju paliło się światło, a na moim łóżku siedział ojciec i masował mój brzuch, piersi i nogi. Gdy zobaczył że się obudziłam zjechał ręką na cipkę. Zapytałam co robi, a on odpowiedział, że wszyscy ojcowie tak się bawią ze swoimi córkami i to jest taki córko ojcowski sekret, o którym nie można mówić nikomu, a potem włożył moją rękę w spodnie od swojej piżamy, zacisnął moją dłoń na swoim penisie i zaczął się nią powoli masować. Powiedziałam mu, że wcale taka zabawa mi się nie podoba i ma natychmiast przestać. Wtedy on wciąż się trzepiąc moją ręką zaczął lizać moją szyję twarz i oczy. Zaczęłam piszczeć i go kopać, mówiąc, że o wszystkim powiem matce.

On opanował się, wstał z łóżka i powiedział mi, że widać, że dorastałam bez ojca, bo nie mam pojęcia o tym, jakie powinny być relacje córki z ojcem i jeśli powiem matce, to zakaże nam się widywać, potem wyszedł z mojego pokoju, a rano odwiózł mnie do domu matki. Nie powiedziałam jej o niczym, mając na uwadze to, że zabroni się nam widywać, lecz on już nie przyjechał i zerwał z nami kontakt na nowo.

Zaczęłam się zastanawiać, czy może jednak powinnam mu na to pozwolić, może rzeczywiście relacje ojca z córką w wielu przypadkach tak wyglądają, i nawet zaczęłam sobie wyobrażać, jak ojciec tej rudej Kaśki zatyka jej usta ręką, by nie czuć smrodu próchnicy i pieprzy ją mocno na starej skrzypiącej wersalce, jak bliźniaczki klęcząc przed panem Górińskim, z czego jedna go smyra po jajach, a druga mocno ssie jego kutasa mucząc przy tym jak moja matka.

Może tak jak mówi Patrycja, powinnam się bzykać i tym pierwszym powinien być właśnie on, doświadczony, kochający… i przestał by, gdyby bolało.


Tekst: Deimien

Foto: Efemeryczna

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments

comments