Przychylnym okiem wariata: Boczuś, nóżka, szyneczka

Idę do sklepu po odbiór nóżek wieprzowych, które miały być na 1000 procent, w odpowiedzi słyszę – Aaaaa… to były pana? Wiedziałam, że miałam komuś je zostawić. (nogi wieprzowe to asortyment tylko na zamówienie – tak, że elo) Ni przepraszam, ni sorry zjebałam, ni pocałuj mnie w dupę, a za to sięga do lady i wyjmuje jakiś świński paznokieć z chujowym tipsem z ziemniaka ciosanym i pyta – a taka mała, króciutka to pana nie urządza?

Ja stoję, nic nie mówię, a wkurwienie wzrasta i wzrasta.

Ona stoi i widzi, że w dialog międzyludzki se nie radzę wcale, więc wypycha na przód swoją pomagierkę, może praktykantkę – nie wiem. Dziewczę drobne, młode, ledwo wiek tartaczny, mnie się pyta – skoro tych nóżek niema to może co inne pan weźmie.

Ja patrzę na nią, biorę głęboki oddech i na jednym wydechu – to może szyneczki tamtej i boczusiu tamtego, nie tego, tamtego, tego od samej szybki. – i łapie się na tym, że co tylko da się zdrobnić to zdrabniam, jakbym czytał książeczkę do snu chorej córce z dałnem. Uśmiecham się, zdrabniam i walczę ze sobą by tylko nie zacząć rzucać kurwami. Płacę, wychodzę, chłodny wicher dmucha, stygnę, wkurwienie mija.

Tak moi drodzy, w takich to właśnie okolicznościach przyrody narodziło nam się większość seryjnych morderców i psychopatów.


Tekst, foto: Deimien


Zobacz również:

Chcesz być na bieżąco? Koniecznie daj nam lajka na Facebooku!!!

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments

comments