Syf przemyśleń: Stacja trzydziesta ósma

No i kolejny rok stopniał nie wiadomo kiedy. Trzydzieści osiem brzmi tak poważnie, niebezpiecznie odpowiedzialnie i może tak… hmm… zbyt do przodu? Czy za kolejne dwa lata, gdy szpetna czwórka wskoczy na przodek, zacznę nerwowo przebierać nogami z obawy zbyt szybkim wyciekiem czasu na realizację urojonych celów i zamierzeń, zarówno tych bardziej, jak i mniej istotnych? I nie mówię tu o wybudowaniu domu, ani posadzeniu drzewa, jak to ludzie mają w zwyczaju gadać w podobnej do tej okoliczności.
Zresztą. Nie powierzyłbym sobie budowy wychodka, co do obsadzenia drzew też się tu jakoś specjalnie nie palę, a jedyna pierś matki natury, z której czerpię to ta, której owoc można upchnąć w balon i przefermentować.

Mimo, że wciąż czuje się jak gówniorz, to jednak z roku na rok jełczeje coraz bardziej, jak pozostawiona na blacie kredensu osełka masła. Może za czas niedługi wyleci mi reszta włosów, a jedynym spontanicznym gestem, na który będzie mi się chciało porwać będzie posłanie pierda w drewniany stołeczek.

Jak będzie, tak będzie, daremna robota teraz o tym myśleć. Grunt, że na życie cały czas jest łaknienie wielkie, a od pomysłów głowa pęka w szwach. Dzięki wszystkim za pamięć i życzenia, a ja wychylam do dna wasze zdrowie. Psssyyyykkkk.


Tekst, foto: Deimien

Zobacz również:

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments

comments