Syf przemyśleń: Wszechobecna pedofilia

Do siedemnastego roku życia pojęcie pedofilii było dla mnie tylko bladą, pustą, nie wywołującą nawet najmniejszych emocji teorią. Do czasu pewnego wyjazdu, gdy tamtego popołudnia, gdzieś na jakimś wykładanym kostką brukową rynku, w czasie jakiegoś festiwalu spotkaliśmy dwie hipiski, które mimo, że sporo starsze od nas, podpięły się do naszej grupy. Do czasu, gdy jedna z nich wrzuciła kwas, co skończyło się dla niej gehenną.

Kwas to kapryśna zabawka, jednemu przyniesie świat magii i kolory, drugiemu podeśle demony, a także demony przeszłości. Które uśpione czekają tylko na naszą słabość by powstać i zniszczyć nas od wewnątrz. Owe demony przeszłości właśnie obudziło LSD u nowo poznanej dziewczyny. Jakież było nasze przerażenie, gdy upadłszy na ziemię, rozstawiła szeroko nogi i osłaniając rękami krocze, zaczęła płakać i piszczeć, krzycząc – Proszę, zostaw mnie, nie wkładaj mi go, zostaw mnie to boli! Staliśmy nad nią jak słupy – grupa przerażonych nastolatków, gdy liczba przechodniów, przypadkowych gapiów, gęstniała i gęstniała. Wtedy podszedł on, jakiś gość z dredami i powiedział byśmy ją szybko zabrali, gdzieś z dala od ludzi, póki nie wypatrzył nas jeszcze patrol policji. Póki nie zgłosił jeszcze nikt, byle szybko bo świat na konfidencji zęby zjadł. Przyjadą, popatrzą, w sukę zapakują, a na komendzie pierdolić się nie będą, pod fazą przepytają – Skąd ma? Kto dał? Co i za ile? Wyciągną, co się da. Dziewczę nam za to kiedyś podziękuje. Trzęsąc się z przerażenia podnieśliśmy ją i zanieśliśmy daleko od rynku, gdzieś na tyły jakiegoś pola namiotowego. Przez całą drogę ona wyrwała się, drapała nas i płakała krzycząc – proszę, nie chcę, to boli. Usiedliśmy na trawie i przeczekaliśmy aż zejdzie jej kwas, w tym czasie jej koleżanka wyjaśniła nam, że wiele lat temu gwałcił ją ojciec. Choć zdarzenie to miało miejsce dwadzieścia lat temu i pamiętam ten dzień jak przez mgłę, jednak wijącą się na trawniku i krzyczącą dziewczynę wciąż widzę wyraźnie, jakby to było wczoraj. Po tym wydarzeniu nie miałem wątpliwości odnośnie pedofilii, to co do tej pory było blade, stało się dla mnie wyraźne, wręcz namacalne. Ten wieczór odcisnął się na mnie, co widać w moich opowiadaniach, bowiem dość często poruszam ten osadzony mocno w taboo temat. Nie mogłem uwierzyć jak zdarzenia z dzieciństwa mogą odcisnąć się mocno na psychice i wciąż żyć, teraz w jaźni dorosłej już dziewczyny. Byłem przekonany, że ten wieczór wykształcił w mej psychice ostateczny, niezmienny obraz i zdanie odnośnie pedofilii. A tu nagle jeb…

Parę dni temu poznałem pewnego starszego pana, z którym to miałem okazję pracować przez kilka dni. Już po pierwszym dniu polubiliśmy się. Jak to przy fizycznej, nie wymagającej użycia intelektu pracy, rozmowa nam się kleiła. Słowo do słowa, zaczęliśmy schodzić na coraz to bardziej kontrowersyjne tematy. W pewnym momencie ów człek przyznał mi się do tego, że jest pedofilem. Znaczy, doszliśmy do tego krok po kroku na drodze dyskusji, a on to tylko przyklepał. Co mnie wręcz zmiotło, bo nikt się nie obnosi z takimi skłonnościami. Weszliśmy w temat dogłębnie, on mówił, ja słuchałem, a jego historia roztrzaskała tą bryłę pedofila, którą uformowałem dawno temu i która wydawała się tak solidna. Ów człek stwierdził, że jest pedofilem i nie kryje się z tym, lecz nigdy nie skrzywdził i nie skrzywdziłby dziecka. Wyznał, że na dzieci, co prawda zdarza mu się patrzyć z pożądaniem i wiele razy myślał o tym by się do nich „w ten sposób” zbliżyć, lecz nigdy nie przekroczył tej granicy. Ma żonę, która dała mu dwie córki i syna. Żonie powiedział o swych skłonnościach i takiego go zaakceptowała, tysiące razy kąpał swoje córki, rozbierał, ubierał, lecz nigdy nie zrobił niczego co miało by podtekst seksualny. Nie tylko żonie powiedział o swoich skłonnościach, ale wiedzą o tym też, jak twierdzi rodzina i przyjaciele. I traktują to jako natury delikatnej problem osobisty i dolegliwość. Co więcej przyznał, że koledzy ściągają dla niego z sieci pornografie dziecięcą by stary grzyb nacieszył swe oko. Bo jak przyznał – jako człek wiekowy – Internet jest dla niego zagadką nie do przeskoczenia.

Nagle zacząłem patrzeć na pedofilie jako nie wynaturzenie i zło w czystej postaci, ale jak na syndrom downa naszej orientacji seksualnej, i nie chodzi mi tu o chorobę, ale bardziej o nieodwracalną mutację. Psikus natury, z którym możemy walczyć, albo mu się poddać. Mój rozmówca skutecznie zwalcza wszelaką pokusę, a jedyne co można mu zarzucić to posiadanie kolekcji filmów porno z udziałem nieletnich.

Jakiś czas temu wpadł mi w ręce artykuł o tym, jak żołnierze NATO na jakiejś misji pokojowej, bądź ćwiczeniach, pieprzyli na potęgę małe dziewczynki za prowiant, które, jak to często bywa w krajach trzeciego świata, los zmusił do prostytucji za żywność, z czego jasno wynika, że nie zawsze trzeba być pedofilem by być pedofilem i nie raz tak już jest, że to okazja czyni złodzieja.

Nie podlega dyskusji, że lepszy jest pedofil bierny, niż nie pedofil, który dopuścił się aktu pedofilii. W rezultacie zaczęło mnie zastanawiać. Czy pedofilia, która nie krzywdzi dzieci (bo ponad wszelką wątpliwość pedofilia bierna wciąż jest pedofilią) może być akceptowalna w naszym społeczeństwie? Pedofil to nie czyhający na dzieci bez opieki spocony dewiant. Pedofilia czynna jest zakamuflowana. Pod kościelnym habitem, pod garniturem i koszulą od Hugo Bossa, to często uważane za wzorowych ojców i mężów ikony, nieskazitelni, wzorowi rodzice cichych, skrytych dzieci. Ponad wszelką wątpliwość możemy stwierdzić, że zwyrodnialca który dopuścił się gwałtu na dziecku należy ciągać za kobyłą. Jednak co z osobą która nigdy nie dopuściła się takiego czynu, a jedynie ma świadomość bycia pedofilem i ową słabość, która tej przypadłości towarzyszy. Czy pedofilia bierna jest z góry skazana na lincz i ma być wrzucana do jednego wora z pedofilią czynną? W celu uzyskania odpowiedzi na to pytanie zagadnąłem na kilku grupach dyskusyjnych, w większości odpowiedź wyglądała tak:

Pedofil to pedofil- zajebać!

Kula w łeb z miejsca, może jeszcze nie zgwałcił ale zgwałci jak nadarzy się okazja.

Było mu z miejsca przyjebać w ryj. Nie poskarżył by się ani nie odda,ł bo by się bał, że wyjdzie to że jest pedofilem.

Dobrowolna kastracja albo przymusowa eutanazja do wyboru.

Jako matka powiem tyle, że gdyby taki choć spojrzał na moje dziecko zajebała bym z miejsca.

Hahah co z taką osobą? To proste! Nigdy się o tym nie dowiesz, sama ci o tym nie powie, że ma taki pociąg, dowiesz się dopiero, gdy jakieś dziecko się poskarży.

Oczywiście, że nie, osoba która ma świadomość swojej słabości (chyba) ma kontrolę nad sobą i nie jest powiedziane, że skrzywdzi kiedyś dziecko. Żeby to zrobić trzeba być już naprawdę perfidnym, egoistycznym pedofilem, który nie ma zahamowań. W innym wypadku problem będzie tylko w jego głowie, taka osoba nie zasługuje z góry na lincz, bo może być dobrym człowiekiem. Od myśli do czynu jest daleka droga

Jeśli ruszył dziecko to osobiście proponuję nabić na pal. A jeśli nie ruszył i potrafi się powstrzymać to umożliwić mu dostęp do psychologów, czy kto się zajmuje takimi rzeczami. Pedofilia to imo choroba i dałoby radę to wyleczyć gdyby ktoś przysiadł nad tematem, albo po prostu wykastrować delikwenta. Chyba, że osobiście nie zbliża się do dzieci, ale ogląda materiały pedofilskie, to wtedy też wymyślić jakąś dotkliwą karę.    

Jeżeli nie dochodzi do niczyjej krzywdy (dzieci), a tylko do tych „anomalii” biernie to dla mnie jest to do zaakceptowania. Nie jest winą tego człowieka, że czuje tak jak czuje, skoro to tylko hormony nim sterują. Niemniej jednak taki człowiek powinien być pod stałym nadzorem psychoterapeuty, albo terapeuty od spraw seksualnych

Kiedyś czytałam wywiad z pedofilem, który jednak nigdy nie dopuścił się czynu pedofilii. Ciężko karać kogoś za skłonności. Jeśli ma świadomość tego, że jest pedofilem i potrafi nad sobą panować, uczęszcza na jakieś terapie, to moim zdaniem nie powinno się go potępiać.

Nie ma w naszym społeczeństwie taryfy ulgowej dla pedofila, a nagonka trwa i ma wręcz rozmiar patologii, co w rezultacie prowadzi do tego, że boimy się uśmiechnąć do dzieci, ojcowie boją się przytulić córkę w miejscu publicznym, by choć przez myśl nikomu nie przeszło, że ten gest może coś więcej znaczyć, a osoba chociażby w najmniejszym stopniu podejrzana o bycie pedofilem ma na wstępie przejebane, bowiem dalej już wszystko samo przeciw niej jest nakręcane. Policja przez nagłaśnianie takich spraw poprawia sobie statystyki i zszarganą nieraz reputację. A i w nas samych drzemie ukryta potrzeba linczu, a świadomość, że linczujemy pedofila, nie gani tak naszego sumienia.


Tekst i foto: Deimien

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments

comments