Pięćdziesiąt twarzy kota cz. 5: Ikony kociego wandalizmu

Zapewne każdemu, kto ma pod swym dachem kota, nieobcy jest widok odrapanych foteli, połamanych kwiatków, bądź potłuczonych elementów zastawy stołowej. Dziś w naszym kąciku kulturalnym „Z uśmiechem do pędzla” porozmawiamy na temat kociej sztuki zniszczenia z Ditą von Mrauuu, która dzięki swojej uprzejmości wprowadzi nas w tajniki znane do tej pory tylko i wyłącznie kotom.

Na początku pomówmy może o najbardziej popularnej i najczęściej uprawianej przez koty formie sztuki, czyli drapaniu. Możesz powiedzieć nam coś więcej o tak zwanej sztuce kociego pazura? Jakie są główne zamierzenia, najpopularniejsze techniki oraz geneza?

Zacznijmy od tego, że sztuka drapania podzieliła koty na dwa obozy. Pierwszy na zwolenników sztuki tradycyjnej i drugi na zwolenników sztuki współczesnej. Zacznijmy od tej pierwszej.

Dawniej koci artyści drapali meble drewniane: dąb, wiśnia, sosna. Sztuka ta była niezwykle czasochłonna i ciężka w wykonaniu, ale efekt niezwykły, cienkie gęsto odrapane ryski na ciemnym drewnie wyglądały majestatycznie, a każda z tych rys opowiadała swoją oddzielną historie, płytkie i szybkie rysy polowania, gonitwy za zdobyczą. Powolne, leniwe i głębokie rysy opowiadały o wygrzewaniu się na kaflowym piecu, o rozważaniach nad kocią egzystencją. Z każdego porysowanego mebla można było wyczytać niezwykłe historie. Z kolei sztuka współczesna, polegająca na obskubywaniu zębami i pazurami sklejek wiórowych z oklein? Do mnie to nie przemawia, a artyzmu w tym, co kot napłakał. Wybór tanich mebli z Ikea, jako nośnika sztuki jest morderstwem na naszym dziele, meble z płyt wiórowych i sklejek zabijają w nas całą kreatywność.

Ok. Przejdźmy teraz do sztuki zrzucania rzeczy na podłogę w celu ich potłuczenia. Bo powiedzmy sobie otwarcie – niema kociego artysty, który nie zapuścił się w te rejony artu.

To prawda, ta forma sztuki jest niemal tak popularna jak drapanie. I choć na pozór wygląda na prostą, do prawidłowego zrzucania wazonów potrzeba wielu lat praktyki. Z donicami, naczyniami szklanymi i talerzami jest jeszcze łatwo, lecz jeśli chodzi o sztukę uszkadzania wazonów i porcelany to większość młodych artystów wpada w tę samą pułapkę, jaką jest rozbijanie ich w drobny mak. Zepchnięty zestaw talerzy, rozbity o podłogę na drobne kawałeczki potrafi stworzyć niesamowitą mozaikę. Jednak jak to wielokrotnie mówiłam i będę zawsze jak mantrę powtarzała – wazonów nie tłuczemy. W sztuce zrzucania wazonów nie chodzi o totalne zniszczenie, a jedynie uszkodzenie, takie jak rozłupanie, bądź pęknięcie. Już tłumaczę, o co chodzi. Wyobraźmy sobie zepchnięty wazon, który rozbija się na drobne kawałki. Przybiega człowiek, pierwsza reakcja to wybuch złości, następnie oddala się na chwilę by wrócić z szufelką i zmiotką i wciąż krzycząc na nas zgarnia to wszystko dokładnie i wrzuca do kosza.

A teraz wyobraźmy sobie, że ten sam wazon spada i pęka tylko, albo jego fragment odpada, przebiega człowiek i co robi? Już od samego początku widać ogromną różnice. Pada na kolana i podnosi jego ukochany i jakże cenny przedmiot i ocenia uszkodzenie niemal nie zwracając na nas uwagi. A potem zaczyna się desperacka i mocno humorystyczna próba ratowania przedmiotu. Desperacka próba sklejenia, ustawienia go tak by pęknięcie było od strony ściany, próba zamaskowania, zamalowania, uratowania cennego naczynia. Jednakże w większości przypadków finał jest taki, że waza ląduje w koszu. Przy całkowitym roztrzaskaniu pomijany jest ten piękny i najważniejszy w tej formie sztuki element. Żałosna i nieudolna próba ratowania tego, co kochamy, a potem uczucie beznadziejności, poddanie się i smutek które nawet przewyższa uczucie gniewu i nienawiści do nas. Obraz jaki towarzyszy temu walka spokoju z chaosem, dobra ze złem, hałasu rozdzierającego ciszę, rozlanego mleka. Artysta, który idzie na łatwiznę i pomija te aspekty ludzkiego upokorzenia nie jest dla mnie prawdziwym artystą. Nic nie daje artyście tak wielkiej satysfakcji, jak dobrze uszkodzona waza.

A jak to działa w przypadku zepchniętych kwiatków?

Donice traktujemy podobnie jak talerze, szklanki, kubki, delikatnie spychamy łapą i napawamy się widokiem rozsypanej ziemi, przy czym należy pamiętać by zrobić to tak by nie uszkodzić rośliny, wiele kotów po zrzuceniu donicy wygrzebuje z niej dodatkowo ziemię i rozprowadza ją po podłodze, nie rozumie tej niepotrzebnej nadgorliwości, do licha pozwólmy tej sztuce trwać, dlaczego zamieniamy ją w wandalizm?

I na koniec pytanie. Co radziłabyś młodym, początkującym kocim artystom?

Pamiętam moje pierwsze niezdarne kroki w kociej sztuce niszczenia. To była plama moczu na łóżku w sypialni moich ludzi. Mała ledwo widoczna, lecz przyznam, że jak na pierwszy raz bardzo zgrabna. I tu jedna rada, drogie koty nie bierzcie się za wielkie dzieła, zacznijcie od rzeczy małych, nawet najwięksi koci artyści zaczynali od podstaw. Dlatego na początek gorąco wam polecam zwyczajne nie trafianie do kuwety, rozwijanie papieru toaletowego albo wciskanie się w ciasne, nieużywane, brudne miejsca i roznoszenie kurzu po całym domu. To wam pozwoli wczuć się w artyzm niszczenia. A jak już to złapiecie, wtedy możecie pomyśleć o zrzuceniu swojej pierwszej doniczki z parapetu albo obgryzieniu paprotki. Zapewniam, że powolne odkrywanie w sobie artysty zapewni wam największą radość. Jak to się mówi w naszym kocim artystycznym światku – Nie od razu fotel podrapali.

Dziękujemy za wywiad i życzymy wielu dobrych odrapań.

Dziękuję również i przy okazji pozwolę sobie ogłosić, że w najbliższą sobotę w ogrodzie na 5 London Road odbędą się warsztaty wbijania pazurów w materiały skóropodobne, prowadzone na nowiutkim dopiero zainstalowanym zestawie wypoczynkowym, więc wszystkie młode koty i nie tylko gorąco zapraszamy.



Tekst, Foto: Deimien


Zobacz również:

Chcesz być na bieżąco? Koniecznie daj nam lajka na Facebooku!!!

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments

comments