Bajda o Dance co to Angola na wioskę zabrała. Część 2

/
W drodze powrotnej z kościoła spotkali Halinę, która na ich widok uśmiechnęła się szeroko, po czym zapytała – Ładnie ksiądz mówił? - Było być, to byś wiedziała – odpowiedziała Grażyna. - Wstałam po dwunastej dopiero...

Bajda o Dance co to Angola na wioskę zabrała. Część 1.

/
Niedzielny poranek. Skacowany, lekki wietrzyk przepychał leniwie chmury. Silne promienie czerwcowego słońca wyparły resztki porannego chłodu. Grażyna w odświętnej sukience szła wolno w stronę kościoła, lecz gdy dostrzegła pod sklepem Bogdana, Waldka i młodego Pietrka skręciła w ich stronę. - A wy co? Aby ślepia otworzyli i już pod sklep na piwo? – zapytała podirytowana.

Folwark zwierzęcy cz. 2

/
Ćwir, ćwir! Ćwir, ćwir! Wiatr swą piosnkę nucił. Wył za mocno. Wył za głośno. Gniazdo z drzewa zrzucił. Ćwir, ćwir! Ćwir, ćwir! Miły mój nie wrócił. Może gdzie go. Może gdzie go. Jaki kot udusił.

Folwark zwierzęcy cz. 1

/
- Kuuuukuuurryyyykkuuuuu!!!!! Na folwarku pobudka! Pobudka! Wstać!!! Na podwórko biegiem! I zachowywać się jak na drób przystało! Wstajemy! Wstajemy! Szkoda dnia! Kto rano wstaje temu nioska daje. Właśnie wybiła szósta! Dwudziesty sierpnia, poniedziałek. Dwieście trzydziesty trzeci dzień roku. Słońce wstało o piątej trzydzieści pięć, a zajdzie o dziewiętnastej pięćdziesiąt cztery. Imieniny Bernarda, Sabiny i Samuela! Moi drodzy szybko, szybciutko! Zaraz owies sypać będą.

Perypetie prawiczka cz. I: Metamorfoza

/
Pan Marian zawsze tłumaczył, że do cipy to trzeba dorosnąć, a walenie to wcale nie takie hop siup jakby się mogło wydawać. Mówił, że to rzemiosło jak każde inne i trzeba mieć fach w chuju i smykałkę.

Śtama

/
- Matka nie wiesz gdzie moje portki? Bo znaleźć nigdzie nie mogę. Matka! Bo muszę zaraz wychodzić, nie mam czasu! - Które? - Te dresowe, beżowe Lonsdejla. - Uprałam wczoraj! Wycierusy załóż. - Matka na mecz? W wycierusach na mecz? Przypał! - Jak przypał to jedź z gołą dupą. - Matka to zawsze tak jakby na złość...

Najmilsza z kochanek - Wena

/
Hrabia szaty swe zrzucił i do sypialni kroczy, gdzie w łożu go oczekuje jego kwiat uroczy. Wszedł, jak zwierz, sapie ciężko i cieknie mu ślina. W prawej ręce róż bukiet, w lewej - butelka wina. - Czy ty myślisz mój hrabio, że jak proste dziewki, rzucę się w twe ramiona, po łyku nalewki? Musisz się lepiej postarać, mój mężulku drogi, jeśli chcesz by twa pani rozchyliła nogi. Oddam ci się – a jakże, mój hrabio kochany, jeśli liryk miłosny będzie mi napisany.

W ramionach wstrętu

/
Kocham brud Twych spojrzeń Chłód zaciskanych dłoni Gdy w pętlę na szyi układają się Poddam Ci się Wiem, że muszę Miękkość stóp miażdży krtań O słodka suko

Vampiria

/
Pod śnieżną kopułą ukryty szkarłat. Wonny w ból i sól. Wślizgujesz się pod aksamitną powiekę, by wypłynąć ze łzami. Czy wciąż pragniesz kościanych klejnotów południc?

Bo żyć nawet chwili bez ciebie...

/
Pomyślałem, że mam ochotę odpocząć. Zamknąć się sam na sam. Gdzieś tam – głęboko. Ze sobą tylko i wyłącznie. Gdzie Ciebie nie poznał nikt. Jeszcze... Na szczęście? O dziwo? – Nie wiem.

*** (czas łgał)

/
czas łgał twierdził że go tak wiele tymczasem stopniał jak sopel w dłoniach dziecka nawet nie zdążyłem powiedzieć że kocham i gdybyś została...

Częstochowski okultyzm turystyczny

/
Pamiętaj abyś dzień święty święcił!- wyje stary dzwon. Z wierzy kościelnej spłoszył rozwiązłe ptactwo. Na gzymsie katedry białe witraże lepione przez „gruch- gruch”. Gastryczny artyzm analny. Skośnookie plemię obwieszone amuletami fotograficznymi. Odmawia swoje „pstryk”.