Nie dla psa adopcja

Czytam – Inowrocławscy radni mieli przyjąć uchwałę o zapobieganiu bezdomności psów i kotów. – Nie zagłosuję za nią dopóki w dokumencie będzie wyraz „adopcja” – poinformował radny Prawa i Sprawiedliwości. Tarczewski ogłosił, że nie zagłosuje za przyjęciem uchwały dopóty, dopóki słowo „adopcja” nie zostanie wykasowane i zastąpione innym. – Psa się kupuje – mówił radny PiS. A adopcja słownikowo dotyczy relacji człowiek–człowiek. Zaproponował, żeby zamiast wyrazu „adopcja” użyć określenia „zbycie-nabycie”.

Zajebiście! Ale jak to jest, że określenie funkcjonujące w terminologii od zawsze, nagle stało się problemem? Jak to jest, że nigdy to nikomu nie przeszkadzało, a tu nagle takie oszołomstwo? Hmmmmm… coś wam to przypomina? Bo ja mam wrażenie, że już gdzieś to… Poskaczmy może po wydarzeniach ostatnich kilku tygodni.

Jeb! Australia. Tamtejszy uniwersytet „zachęca” do używania terminu „chestfeeding” zamiast zaściankowego „breastfeeding”, co po naszemu, tłumaczymy – „karmienie klatką piersiową zamiast „karmienia piersią”, co więcej, by nie używać terminu „mleko matki”, tylko „mleko ludzkie”, bądź też „mleko rodzica”.

Lećmy dalej: Brytyjski NHS wprowadza szeroki wykaz zmian w terminologii z jaką pracownicy mają się zwracać do pacjentów na trans- przyjazny, tak zwany „gender inclusive language”, wiadomo dlaczego.

Cofnijmy się jeszcze dalej: YouTube zdejmuje monetyzację, za używanie takich słów jak „biały”, „czarny” zaraz po dymach BLM. Macie dość? Wymieniać mógłbym pół dnia.

Czyżby elyty rządzące, zaczęły czerpać pełnymi garściami ze standardów dzisiejszej poprawności politycznej? Czyżby członkowie Prawa i Sprawiedliwości nauczyli się ćwierkać po lewacku? W sumie termin „adopcja” w stosunku do zwierząt, które nawet nie zadały sobie minimum trudu, do zglancowania, umiłowanej w Jezusie Chrystusie Panu nieśmiertelnej duszy, no no, to może urażać uczucia nawet najbardziej otwartego działacza prolife, a niczyje uczucia nie powinny być urażane. Prawda?

A co jeśli to tylko preludium? Może na drugi miot, przykładowo, poleci utęczowianie logo koncernów i firm. Jako promocja każdej orientacji seksualnej poza hetero. Oj nie ładnie, tak nie uwzględnić wpisania literki „H” w ten zgrabny rządek „LGBTQ+”, i to tej najczęstszej, czy to nie dyskryminacja? A może nagle każdy przejaw odmienności zacznie być ofensywny dla konserwatywnego podniebienia?

Odnoszę wrażenie, że ktoś tu się nie spodziewał takiego obrotu sprawy. Ktoś tu dostał grubą kromę chleba, posmarowaną swoim własnym produktem. Szkoda tylko, że rykoszetem obrywają zwierza w schronisku.


Tekst: Deimien

Foto: Internety


Zobacz również:


Chcesz być na bieżąco? Koniecznie daj nam lajka na Facebooku!!!

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Comments

comments