Misja duszpasterska

/
Pierwsze promienie wschodzącego słońca, przylgnęły do wierzy świątyni, ześlizgując się swoimi językami, powolutku po murze. Delikatny powiew wiatru, niósł ze sobą słodki zapach kwiatów i kadzideł. Na wieży kościoła stary, przygarbiony cyklop, wpatrzony w skraj lasu, nerwowo pykał swoją fajkę. Po chwili zerwał się na nogi. - Na rany kłute najświętszej panienki!!! Nadchodzą!!!

Opowieść wigilijna

/
Nie-na-wi-dzę świąt! Właściwie nigdy ich nie lubiłem. Czas braku przestrzeni. Ścisku. Dwunastu pokładów wtłaczanych, wpychanych na siłę. Udeptywanych jeden po drugim. Spadają, blokują. Zabierają oddech. Osiadają na grzbiecie, miażdżąc.

Miłość to staromodne słowo

/
Pukanie do drzwi wyrwało Darię z popołudniowej drzemki. Zerwała się, usiadła na brzegu sofy, spuszczając nogi na podłogę. Zanurzyła twarz w dłoniach, przecierając zaspane oczy. Po chwili ktoś zapukał ponownie, znacznie mocniej niż poprzednio. - Kiego chuja niosą?- zaklęła głośno, po czym sięgnęła po niedopitego drinka, stojącego na szklanym stoliczku.

Marzec

/
dziś jeden z tych dni w których śmierdzę sztormem i mokrym psem a z nosa kapie fluid srebrzysta kleista masa połączona z charczącym brakiem płynności wymowy pieprzony zasmarkany marzec i jego niewydolność wiosenna zaparcie zimowe gazy i wzdęcia północnego frontu

Fundamentalny wszczep wyświęconych fobii

/
wszyscy mamy krzyż w głowach i antysemityzm wpojony z na pozór niewinną kołysanką hyś hyś żydowski banyś warszawski kupiec

O tym jak spotkałem wróżkę, co emigrantów ruchać chciała

A to było wtedy, gdy Jarkowi we stopie noga pierdolła. W jednej minucie mu gira napuchła i sceglała, jak gęba wikarego przyciętego na zabawie anusem. Szybka piłka – na dzisiaj włóczęgi koniec i na szpital w try miga. Zapakowali w bolida z rombem na masce i co koń z gatek wyskoczy, dwupasmówką na Edi popędzili.

Ja klecha

/
Pan Marian zwykł mi powtarzać – „Chcesz nic nie robić, a brać dobre pieniądze? – Idź na księdza”. Nie usłuchałem, nie poszedłem. Czasem się zastanawiam - Jak by to było gdybym...?

ODPRAWA DO RAJU

/
- Co masz? - Dwie pary. Jopki i damy. A Ty? - Damy i króle. - Cholera znowu przegrałem! - Dobra, rozlać resztę. Ostatnie rozdanie. I otwieramy bo późno. - Dużo ich dzisiaj. - To dopiero z trzech województw. Sporo zejść ostatnio było. - Ja pieprzę, do jutra tu będziemy ślęczeli! - Albo i lepiej. - Dopijać! Chować karty, a butelki do zsypu. Wielkie wrota otworzyły się ze zgrzytem, a na progu stanęło dwóch aniołów. Jeden z nich skinął dłonią, zapraszając mężczyznę stojącego na przodzie prawie kilometrowej kolejki.